Dzień zaczynamy jak zwykle donośnymi odgłosami paszczą naszej kotki, która musi natychmiast, abssslolutnie natychmiast dostać śniadanko. Po chwili zgodny, już trzyosobowy, chórek skłania do wygrzebania się spod ciepłej kołderki. Niecierpliwe przytupywanie suczek dobitnie uświadamia, że nie ma co liczyć na ukradkowy powrót w pielesze… Jedną zaspaną ręką włączam czajnik, drugą telewizor, a mało jeszcze przytomne oko wyławia z lodówki insulinę i porcję śniadaniową naszej cukrzyczki. Odgłosy paszczą i nóżkami przybierają na sile. Rozdaję jedzonko. Jeszcze tylko podanie Hipci leków i wreszcie można zacząć pracę jako kuwetowa (co już zupełnie rozbudza) i domowy palacz-kopciuszek. W tym czasie gotowa juz jest do konsumpcji woda z miodem i cytryną (dla zdrowotności) oraz herbatka – dla przyjemności.
Siadam do komputera, ściągam pocztę, potem klikam na www.humanitarni.pl
i już mogę podumać o tym, co napiszę w nowej notce na blogu.
Jesienna zima (u nas ani śniegu ani mrozów ) spowodowała, że do tej pory mogę cieszyć się takim widokiem:
Nie jest to najpiękniejszy kwiat mojej ulubionej różyczki ale przyznacie, że taki widok w styczniu to ewenement. I tak powstała kolejna notka, a ja idę na śniadanie. Piec już miło rozgrzany, zaraz usmażę jajecznicę. Z pomidorami ! Mniam, mniam…
Życzę Wam miłej soboty !

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz