czwartek, 28 września 2017

Dereń jadalny

Kiedyś derenie jadalne były bardzo popularne. Rosły w ogrodach przy dworkach szlacheckich, a ich niezwykłe owoce służyły przede wszystkim do wyrobu znakomitych nalewek, choć robiono z nich też galaretki i marmolady. Derenie mają mnóstwo wit. C i różnych mikroelementów. Dereniówka stosowana była jako lek przeciwgorączkowy, przy niestrawności, a nawet (podobno) przeciwko otyłości.
Bardzo chciałam mieć choć jeden krzew, ale w czasach słusznie minionych nie było go w handlu. W końcu dostałam dwie sadzonki od sąsiada, który przywiózł je ze wschodu. Na owoce czekałam dość długo, a w tym czasie rozmnażałam je już z myślą o przeniesieniu na wieś. Pierwsza dereniówka wprawiła nas w ekstazę. I od razu powiem, że niestrawność nam nie dokuczała, stosowaliśmy ją w zupełnie innym celu :-). Po roku czekaliśmy na następny surowiec nalewkowy ale owocowanie dereni jest niezwykle zawodne. Drzewka kwitną bardzo wcześnie i jeśli wiosna jest chłodna, pszczół niewiele, owoców prawie nie ma. No i nie doczekaliśmy się ich przez kilka lat, wspominając tylko niezwykly smak nalewki.
Na wsi moje sadzonki rosły bardzo słabo ( mam wyjątkowo uboga glebę), rok mijał za rokiem, w końcu zaczęły kwitnąć ale owoców nie było. I tak to trwało ok. 15 lat. Nie do wiary ! Przeczytałam, że na owoce trzeba czekać 8 do 10 lat ale żeby aż 15 !
Aż nastał rok obecny. Z czterech drzewek trzy uginały się od owoców, jedno widać odpoczywa, bo wydało tylko malutką ich garstkę.
Moja radość nie miała granic ! 
Nie robiłam galaretki ani marmolady. Nie przepadam za nimi. 
Zrobiłam to, co lubię :-).







niedziela, 17 września 2017

I jeszcze dalie...

Dziś od rana pada deszcz. Wszystkie kwiaty smętnie spuściły główki, czekają na słońce i prawdziwe babie lato, więc przypomnę im i nam, jak pięknie potrafią zdobić ogród.
Na pierwszym zdjęciu Akita, która jest bardzo oryginalną dalią, podobną  do chryzantemy. Fotografia jest z zeszłego roku, bo w tym roku, po posadzeniu w nowym miejscu, zakwitła bardzo późno  jednym tylko kwiatem. Chyba nie podoba jej się nowa lokalizacja :-).











środa, 13 września 2017

Dalie, dalie

Druga część lata to dla mnie przede wszystkim dalie. Mam ich mniej niż jeszcze kilka lat temu ale zawsze k. czterdziestu kwitnie i cieszy oczy. Nie ma chyba piękniejszych i dorodniejszych kwiatów. Kwitną też hortensje, dzielżany, floksy i marcinki ale to dalie są królowymi ogrodu. Co roku zamieszczam ich portrety, pewnie już jesteście nimi znudzeni, więc teraz trochę nowości ( i starych ulubieńców).

I jeszcze radosny komunikat : wreszcie ( po co najmniej 15 latach) zaowocowały derenie jadalne !
Będą bohaterami następnego postu.








piątek, 1 września 2017

I po wakacjach...

Wakacje dobiegły końca, więc i ja kończę przydługi urlop od blogowania. Piękne były te dwa letnie miesiące, spędzone w najlepszym i najmilszym towarzystwie córeczek, w dodatku w sielskich okolicznościach przyrody Naszej Okolicy i nie tylko.
Wracam do opowieści o moich zwierzakach, kwiatach, ptaszkach-skowronaszkach i innych ...aszkach :-).
Nasza najmłodsza, nieduża kotka Fruzia, już nieco podrosła ale nadal najdziksze wyprawia swawole.
Jej wizyty na dachu stały się codziennością. Na szczęście wszystkie pisklaki wyleciały z gniazd, więc im nie zagraża. Pewnie w ten sposób ćwiczy swoje mięśnie. Rzeczywiście, sprawna jest nadzwyczajnie.



Po sprawdzeniu, czy na pewno nie można dostać się do gniazd pod dachem ( a nie można !), pozostaje zejście. Nie jest to łatwe ale od czego pomysłowość. Obok daszku tarasu rośnie jodła koreańska. I całkiem dobrze nadaje się do zejścia na dół. A z czasem kociusia opracowała inną drogę.




Wykoncypowała sobie, że wykorzystując naturalną, kocią gibkość, można przeniknąć z dachu tarasu  na parapet okienka, przewieszając się między łozami i kratką pod winorośl. Doszła do takiej wprawy, że zejście z dachu zajmuje jej najwyżej minutkę :-))). Pocieszna jest ta nasza Fruzia.