niedziela, 30 grudnia 2012

Noworocznie

2012 rok przechodzi do historii. Dla mnie nie był zły ale wielu moich przyjaciół nie zapamięta go dobrze i chętnie go pożegna. Kochani, niech ten nadchodzący rok będzie lepszy, niech spełnią się nasze oczekiwania, niech przyniesie nam wiele dobrych chwil i szczęśliwych dni. Do Siego Roku !

czwartek, 27 grudnia 2012

Zimowy Kraków

Jeszcze ostatnie spojrzenie na zimowy Kraków ( te zdjęcia oraz niektóre z poprzednich są autorstwa mojej przyjaciółki Krysi).


niedziela, 23 grudnia 2012

Święta !

Wszystkim przyjaciołom i znajomym życzę radosnych Świat w przyjaznym, rodzinnym gronie, w atmosferze pełnej miłości i bliskości. W świąteczny nastrój wprowadzą nas dwie szopki – maleńka jest dziełem rąk Ewy z Kotem, a ta ( największa, pięciometrowa) to efekt wieloletniej pracy rodziny Markowskich ( I miejsce w 2010 r) i wystawiona jest w kościele franciszkanów w Krakowie. Z pewnością dobry nastrój przyniosą nam tez, oglądane po raz n-ty, filmy z Kevinem, „To właśnie miłość” , „Vabanki” itp .- to nasza nowa, świecka tradycja.

środa, 19 grudnia 2012

Pod Krakowem

Nową atrakcją Krakowa są odkryte w 2005 roku podziemia pod Rynkiem. Rewelacją są ślady osadnictwa od VIII w. W ekspresowym tempie przygotowano bardzo nowoczesną ekspozycję ( tablety przy poszczególnych stanowiskach, hologramy, rekonstrukcje). Wszystkie znaleziska pochodzą a bagienka, którym kiedyś była powierzchnia Rynku ( cokolwiek upadło kupcom czy kupującym było dla nich stracone, bo tonęło w tzw. mierzwie i dzięki temu dotrwało do naszych czasów). Polecam wszystkim, bo naprawdę warto to zobaczyć. Nie można tam robić zdjęć z fleszem, więc wybrałam tylko dwa najlepsze ( w życiu nie zamieściłabym zdjęcia, na którym ważą mnie starodawną wagą, a superdawna miara pokazała mój wzrost jako dwa łokcie i cztery dłonie, co przeliczone od razu na tablecie dało wynik zgodny z rzeczywistoscia, ale tym tez nie mam zamiaru się chwalić )) ) . Na zdjęciach „plaster” ołowiu i „bałwan” kopalnej soli.

niedziela, 16 grudnia 2012

Przed Świętami w Krakowie

Od czasu do czasu udaje mi się porzucić Siedlisko i wyruszyć w świat. Osieroconymi zwierzakami zajęła się moja siostra, a ja, wraz z przyjaciółką, buszowałyśmy w Krakowie. Była to wycieczka z PTTK-iem dla znających Kraków. Zwiedzaliśmy miejsca mniej znane, pomijane w krótkich wypadach do tego miasta. Na takiej wycieczce – jak wiadomo – nie ma zmiłuj. Mróz okrutnie szczypał, wiaterek dodatkowo orzeźwiał, a przewodnik gnał nas na piechotę – od Barbakanu po Kazimierz, z Kazimierza na Skałkę, potem nad Wisłą az do Wawelu. Faaaajnie było ! na szczęście znalazł się tez czas na jarmark na Rynku, na spatkanie z Ewą i na grzańca.

Zdjęcie poniżej przedstawia Bazylikę Cystersów w Mogile ( Nowa Huta). W klasztorze mieszka teraz 37 zakonników, a w kościele jest słynąca łaskami postać Jezusa, do której kiedyś pielgrzymowano na kolanach. na pamiątkę jedna z takich płyt wmurowano w ścianę. Widać wyraźnie ślady wielu tysięcy pielgrzymów – muszę przyznac, że patrzyłam na tę tablicę ze wzruszeniem. A jeszcze niżej księga, z której opat codziennie czyta zakonnikom jeden fragment.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Kącik staroci

Śnieg ominął Siedlisko – jest szaroburo z niewielkim dodatkiem zieleni ale za to z mrozikiem w ciągu dnia. Ostatnie nagietki juz się poddały, niezmordowanie kwitną tylko małe brateczki. Dla fotografa to nieciekawy czas. Wracam więc do prezentacji moich skarbów. Dziś – zegary. Ten zegar dawno, dawno temu kupiliśmy na starociach. Wystarczyło go porządnie oczyścić i nakręcić, by cieszyć się nim i słuchać cichego wybijania kolejnych godzin. Ma piękne wahadło i starannie wygięte szkło w dolnej części. Przeżył wiele przeprowadzek i zawsze trzęsłam się o niego, szczególnie o szklane części, bo już takich dorobić się nie da. Nie podobały mi się cyfry na jego tarczy. Pomalowałam ją na biało, zostawiając tylko pasek z podziałem na minuty. Mąż odrysował na zwykłej taśmie izolacyjnej, której używają elektrycy, bardziej ozdobne cyfry z innego cyferblatu, a ja poświęciłam nożyczki do skórek, pracowicie je wycinając. Potem nakleiłam na tarczę i efekt wreszcie mnie zadowolił. Wiszące obok zegara akwarelki towarzyszą mi od urodzenia – prawdopodobnie był to pierwszy widok, jaki zobaczyłam na tym świecie ( bo urodziłam się we własnym domu). Takie to były czasy – wujek lekarz z przyszłym tatusiem spełniali w przyległym pokoju kolejne toasty za zdrowie położnicy i dziecka, a akuszerka czuwała na pierwszej linii. I pomijając tzw. mieszane uczucia, jakie przyszła mama może żywić słysząc te odgłosy, to chyba tez wolałabym rodzić w domu niż w szpitalu. A to zegar babci męża, zwany holenderskim. Skrzynka jest nowa, nie lubię jej, choć wykonana jest z czarnego dębu. Ten zegar tez chodzi ale zatrzymałam go, bo co za dużo tykania to niezdrowo. Zawsze mi się wydaje, że Holenderki tańczą z górnikami – takie skrzywienie, trochę zawodowe )). A jutro – Barbórka ! Wiele szczęścia górnikom !

sobota, 17 listopada 2012

Kosmiczne rozmaitości

Na początek bukiet ciemierników dla przyjaciółki, która zmaga się z ciężką chorobą. Kochana, myślimy o Tobie i trzymamy kciuki, byś szybko wróciła do domu zdrowa i jak zawsze pełna energii i radości życia.























W Siedlisku trwa jesienna krzątanina. Warzywnik już przygotowany do zimowania, pozostało tylko zwapnowanie dolomitem dwóch grządek. Liście praaawie zgrabione, popakowane w worki, by w razie ostrych mrozów osłonić szambo ( naprawdę nie chciałabym przeżywać powtórki z rozrywki). Karmnik wyczyszczony, ziarna zakupione, słonina już wisi ( i ma wielkie powodzenie). Psy tez mają na nią ochotę i z zazdrością patrzą w stronę słoninkowej jabłonki.























Julka i Liska zgodnie buszują w ogrodzie i jest to jedyny moment, kiedy nie ma jej za moimi plecami. Oczywiście pod warunkiem, że jestem w polu widzenia. Tak sobie buszując spłoszyły dwa bażanty, które miały ochotę sprawdzić, czy coś dobrego jest na kompoście i, ewentualnie, czy już czarodziejskim sposobem pojawiła się w karmniku pszenica. Biedne ptaki uciekły zestresowane – jeden od razu poleciał do lasu ale drugi wylądował najpierw na moich olszynach, dopiero potem odleciał w sina dal.
Czy wiecie, jak wysoko lata bażant ? Ja juz wiem, nie od dziś zresztą.























Mała Liska, spędziwszy cały dzień na powietrzu, zasypia zanim dotknie podłoża. Szkoda, że ja tak nie potrafię.

Zaprzyjaźniła się z Dusią i często wieczory spędzają wtulone w siebie. Liska uwielbia przytulać się do kogoś – Julka to niechętnie toleruje ale Dusia wyraźnie lubi.























I tak powoli oswajamy się z myślą, że zima za progiem. Pewnie spędzimy ją tak miło jak na tym zdjęciu ( bo mam nieśmiałą nadzieję, że i dla mnie znajdzie się tam miejsce ) ), czego i Wam życzymy !

sobota, 10 listopada 2012

Piesek

Natura pustki nie lubi. To stwierdzenie sprawdza się w Siedlisku w stu procentach. Miejsce, opuszczone tak gwałtownie przez Bolusia, zajęła Liska. Liska to roczna suczka, którą bezlitośnie porzucono i którą od głodowej śmierci uratowała Tenia. Tenia to znajoma z internetu, którą od dawną znam osobiście i juz chyba mogę nazywać przyjaciółką. Z różnych względów nie mogła jej zatrzymać, więc uradziłyśmy, że zamieszka u mnie i stanie się dobrą koleżanką Julki. Jak to czasem w życiu – plan PRAWIE się powiódł. Julka jeszcze nie bardzo chce się z nią zaprzyjaźnić ale przynajmniej nie jest wrogo nastawiona, choć czasem wychodzi z niej ziolonooki potwór zazdrości. Liska nie spuszcza mnie z oka, jest jak mój cień i gdzie ja tam ona – od rana do nocy, czy mi się to podoba czy nie ).























Czyż nie wygląda jak młodsza siostra Julki ? Tu razem siostry sisters , lekko nieostre, bo obie mają lekkie ADHD albo pani lekkie drżenie ręki na taki widok :))























Liska jest słodką psiną, całkowicie odporną na wiedzę. Udaje, że nie wie, że trzeba prosić o wypuszczenie na siusiu, nie chce uznać wyższości smyczy nad całkowitą swobodą na spacerze i nie rozumie, że nie wolno gonić samochodów na drodze w celu podgryzania im opon. Za to doskonale wie, że lepiej spać u pani na kołdrze niz w swoim koszyku i że jak szybko się zje swoje jedzonko, to można dożywić się w kocich miskach ( w psich nie bardzo, bo wywołuje to żywiołowy protest). Oj, dużo jeszcze pracy przed nami, a rezultat wątpliwy !!!

wtorek, 6 listopada 2012

Absolwentki szkoły przetrwania

Siedlisko, tak jak cały kraj, pokryte było potężną warstwą śniegu. Było go ponad 10 cm. Łamały się gałęzie i mniejsze drzewa. U mnie w ogrodzie ucierpiał zielonolistny perukowiec – rozpadł się na trzy części. A oto wspomniane absolwentki tej szkoły przetrwania : Moje nagietki – naprawdę niesamowite ! obiecałam sobie, że wiosną wysieję ich mnóstwo, szczególnie tych leczniczych – o pomarańczowych, pełnych kwiatach. Są jak słoneczka w pochmurny dzień.























 Miniaturowe brateczki wysiały się z tych wiosennych i kwitna w kilku miejscach w ogrodzie. Im mrozy niestraszne.























I jakiś fiołek, który zapewne myslał, że zima juz za nami i pora zakwitnąć. Biedulek, nie wie, co go czeka…























Do najwytrwalszych zalicza się mój ulubiony ciemiernik, który w tym roku lekko opóźnia kwitnienie.























A to jego młodszy braciszek, który rośnie tuz przy wejściu do domu, by w każdej chwili cieszył nasze oczy.























 No i moje ulubione dąbki – one zniosą naprawdę wiele – ani śnieg ani mróz ich nie pokonają.

środa, 31 października 2012

Trzeba być bystrym (ą)

Życie w Siedlisku toczy się swoim torem bez względu na pogodę, na zmiany czasu i pór roku. Wiadomo, że dzień trzeba zacząć od szykowania śniadania dla wszystkich zwierzaków, od zastrzyku insuliny dla Cookie i podania Hipulce wszystkich leków, zapisanych przez lekarza. Potem wystarczy juz tylko rozdysponować jedzenie na poszczególne miseczki [ a właściwie każdy ma w niej co innego - koty zdrowe - rybę ( koniecznie morską), Cookie - swoją puszkę, a psy zdrowe - węglowodany z niewielką ilością mięsa, natomiast Hipcia - ryż z zapachem mięsa ( zalecenie lekarzy)- jeśli ktoś uwierzy, że ona zje coś takiego] i pilnować, by bystre czworonogi nie wyjadły karmy biednej staruszeczce. Hipcia rano nie ma apetytu ale musi zjeść leki, sprytnie ukryte w odrobinie mięsa. Biedna suczka odprawia nad miską pracę myślową, a wokół czyhają chętni i chętne na jej jedzonko ( nawet takie skromne). I doprawdy trzeba być bystrą, by tego co w misce nie oddać tym harpiom :) I tak to wygląda przy każdym posiłku.

sobota, 13 października 2012

Co roku o tej samej porze

Na wsi dokładniej widać, jak niezmienne i powtarzalne są różne czynności, związane z porami roku. Mieszkając w Siedlisku, zaczęłam żyć tak jak okoliczni mieszkańcy – w rytm natury, w zgodzie ze światem i sobą Właściwie mogłabym na blogu zamieszczać zdjęcia sprzed kilku lat – są prawie takie same jak te aktualne. Nadeszła jesień – wiadomo – zbiera się i suszy grzyby, jabłuszka, robi przetwory na zimę, gromadzi opał. W Siedlisku pachnie palące się pod płytą drewno, cudowny zapach wydzielają wysychające grzyby i jabłka. Do corocznego obrazka brakuje gąsiorka z winem. Wina nie ma i nie będzie. Zniechęciłam się po zeszłorocznej „produkcji” – mam baniaczek niezłego kwachu, z którym nie wiem, co zrobić. Pozwoliłam szpakom „zagospodarować” tegoroczny, całkiem duży, plon – niech im idzie na zdrowie i długą podróż ! A ja kupię hiszpańskie albo chilijskie i będę sobie je sączyć z dużym zadowoleniem – w końcu nadchodzą długie wieczory, sprzyjające siedzeniu w domowym zaciszu. Kominek, książeczka, winko – to mój plan na jesień.























A propos tytułu – nasza TV pokazywała kiedyś film pod tym tytułem ( adaptację sztuki Bernarda Slade`a) z Alanem Aldą i Ellen Burstyn ( nie mylić z Ellen Birkin). Świetny ! nagrałam sobie i czasem oglądam. Polecam na jesień i nie tylko ! I jeszcze raz szczygiełki – one też co roku o tej samej porze zajadają się nasionkami motylków.

wtorek, 2 października 2012

Ulubieni goście

Przepadam za widokiem szczygłów, które obsiadają moje motylki i wyjadają ich nasionka. Dla nich sieję je co roku i potem wypatruję tych ślicznych ptaszków. Gdzieś niedaleko mają swoje gniazdka, bo wiosną widywałam je codziennie w szalonych przelotach z jednej strony ogrodu w drugą, często szczebiotały gdzieś w gałęziach jabłonki ale sfotografować ich się nie dało – wiosenne ADHD na to nie pozwalało. Co innego jesienią – czują już spowolnienie natury, powoli szykują się do przezimowania i napełniając brzuszki dają szansę fotografowi-amatorowi, by wreszcie je uchwycił w obiektywie.























I jeszcze moje ulubione mazurki, które towarzyszą mi przez cały rok. Tu podjadają winogrona na tarasie. Gdybyż jeszcze sprzątały po sobie !

piątek, 28 września 2012

Goście, których nie lubię

Nie zapraszałam ich, nie zachęcałam, a jednak któregoś dnia pojawili się w Siedlisku i zamieszkali w domku gościnnym. Siedlisko ma swój urok, wiele zalet i prawie każdy chciałby tu mieszkać ALE ONI/ONE ??? W żadnym razie ! Musiałam pogodzić się z tym, że lubią tu być żmije, różne gady i płazy, komary, pszczoły, a nawet osy ale SZERSZENIE (i to w dużej ilości)? Nigdy ! Krótki telefon do odpowiednich ludzi (co za szczęście, że teraz dostępne sa usługi wszelkiego rodzaju!) i pojawiła się ekipa nieustraszonych pogromców szerszeni. Wyglądali, jakby wracali z wyprawy na Księżyc ))























W tym momencie zostałam poproszona o wycofanie się do domu, a panowie przystąpili do akcji. Pół godziny wystarczyło, by spryskać duże gniazdo, sprytnie ukryte pod warstwą półwałków ( gniazdo nietypowe – w formie wielkiego placka). Dzis rano pod domkiem znalazłam ponad czterdzieści osobników martwych albo w różnych stadiach agonii i to chyba nie koniec ( sama zabiłam któregoś dnia 10 osobników). Byłam przekonana, że zginą one w gnieździe i trochę się niepokoję o moje zwierzaczki – przeciez chodzą swobodnie po ogrodzie, a z dziwnym upodobaniem właśnie wokół domku. Mam nadzieję, że to koniec przygody z tymi niebezpiecznymi owadami.

piątek, 21 września 2012

To juz naprawdę koniec lata ?

Czy to mnie się tak tylko zdaje, czy naprawdę nas oszukali z tym krótkim latem ??? I jak to tak, to poranki teraz mają się tak zaczynać ???























No nie, proszę państwa, póki kwitną kwiaty, pracują pszczoły i wesoło ćwierkają ptaki – jest ciągle LATO ! Nie patrzmy w kalendarze, nie zwracajmy uwagi na szybkie zmierzchy i coraz późniejsze świtania – jest lato i basta !

wtorek, 4 września 2012

Lato, kwietne lato

Lato trwa i ciągle jest piękne. Od dawna kwitnie moja jedyna datura. I w tym roku jest wyjątkowo piękna. Kolor jest przekłamany – kwiaty mają więcej delikatnego różu.






















 Właśnie zakwitł śniedek arabski, znajomy z zeszłego roku. Pięknie się rozmnożył, miał pięć cebulek przybyszowych. Nie wszystkie udało mi się oderwać od macierzy ale zakwitły cztery ! Jest bardzo wysoki – ma ponad 1,5 metra.






















 Przebojem Siedliska są, jak co roku, niecierpki olbrzymie. To olbrzymia przyjemność patrzeć, jak wiele trzmieli i pszczół kręci się wokół ich kwiatów, jak szybciutko nurkują w kielichy, porywają pyłek i juz ich nie ma ( a na pewno nie ma ich w moim aparacie – czy wiecie jak trudno uchwycić to stworzonko na „gorącym uczynku” ?). Po wielu próbach jednak je złapałam ! Trzmiel właśnie odwiedza „komorę kwietną”.

niedziela, 2 września 2012

Urwis

Bolus wnosił naprawdę dużo życia. Dusia kręci się po pokojach, wyraźnie szukając towarzysza wygłupów i tylko Mieszek powoli odzyskuje pewność siebie i nie rzuca juz trwożnych spojrzeń na boki, oczekując w każdej chwili ataku. Nigdy nie zapomnę Bolusia, bo to ja uczyłam go, że człowiek może być istotą przyjazną, że oprócz Napełniacza Miseczki i Otwieracza Puszek na dwóch nogach może służyć do przytulania, głaskania i drapania po brzuszku, co sobie szczególnie upodobał.