środa, 11 października 2017

Plony

W moim niewielkim warzywniku plony na ogół też są niewielkie. Ale czasami...czasami...coś niespodziewanie urośnie nad podziw.

Ten krzaczek cukinii wyjątkowo obficie owocował. Na szczęście tylko on jeden, bo gdyby wszystkie dziewięć miały mieć tyle owoców, to nawet wśród znajomych i rodziny nie znalazłabym chętnych na nie.

Dynie Hokkaido też są okazałe. Przechowują się długo, więc jeszcze wiosną będziemy jeść doskonałą, pikantną zupę i dynię pieczoną.

Ta bujnie rosnąca cukinia trochę mnie martwiła. Widać było, że cała siła wzrostu poszła w liście, a pojawiające się kwiaty nie zawiązywały owoców. Aż pewnego dnia, przechodząc obok niej, trąciłam coś nogą. Jakież było moje zdumienie, gdy odkryłam wśród liści dwie cukinie wielkie jak maczugi :-).

Zwykle zbieram niewielkie owocki - takie, jak te w środku zdjęcia. Są bardzo dobre do przetwarzania.
Ten olbrzym, który waży 5 kg, jest dla mnie wyzwaniem :-). Z połowy zrobiłam ratatouille. Jadłyśmy go trzy dni, a resztę zapasteryzowałam. Wyszło 5 słoików.  Teraz szukam pomysłu, co zrobić z resztą :-). Coś czuję, że obdaruję jakąś miłośniczkę ekologicznych warzyw.
Grzybów już nie zbieram. Wysyp się skończył, a spiżarnia jest zapełniona suszonką i pysznościami w occie.  Nie oprę się pokazaniu niektórych zbiorów, ale to już w następnym poście.
Teraz już tylko powitanie jesieni - zakwitły zimowity ( zdjęcia robione nieco wcześniej).


To moje ulubione zimowity botaniczne - sa mniejsze od tych wielkich i dzięki temu nie pokładają się na ziemi. Zimowity witają jesień ale w nazwie pobrzmiewa zapowiedź groźniejszej pory roku. A jest ona coraz bliżej... Ale dzięki temu można myśleć, że i wiosna będzie szybciej :-)).
Wiosna, wiosna... myślałam o niej, gdy dziś sadziłam ostatnie cebulki tulipanów. Myślę perspektywicznie ? A co w tym złego :-) ?