Od dawna słyszałam, że arboretum w Kórniku warto zobaczyć i bardzo go byłam ciekawa. O pałacu nie wiedziałam nic. Arboretum rzeczywiście było pełne ciekawych okazów ale to pałac rzucił mnie na kolana. Z zewnątrz trochę dziwne pomieszanie stylów ale wnętrza piękne i niezwykle stylowe. Meble i kolekcje przedmiotów oraz obrazów przetrwały wojny, powstania i wszelkie zawirowania historii. W czasie II wojny ocalał, ponieważ zarządzał nim niemiecki profesor, który wcześniej przyjeżdżał do Instytutu Dendrologii i prowadził badania m.in. w arboretum. Po ucieczce Niemców ocalał, bo zwycięska armia ominęła Kórnik i poszła innymi drogami na Poznań.
Warto spędzić tam kilka dni. Pałac leży nad jeziorem, okolica interesująca, a w samym arboretum można zapomnieć o całym świecie, krążąc od okazu do okazu.
Tu mozaika z I wieku naszej ery, przywieziona pewnie przez Teofila Działyńskiego z zagranicznych wojaży. Kto nie miał psa - stróża, instalował sobie jego wyobrażenie.
Pierwsze zdjęcie - widok od strony parku. Drugie - fasada frontowa.
Niesamowity cypryśnik błotny. Te wzgórki obok nie są kopcami kretów, tylko jego powietrznymi korzeniami. Drzewo to musi rosnąć ponad 10, a nawet 20 lat, by na pewno upewnić nas, że się przyjęło. Ten okaz ma ponad 50 lat, więc można być spokojnym o jego dalsze losy. Jest jeszcze kilka młodszych, których los nie jest pewny.
Powyżej jest przepiękny dereń o wielkich kwiatach. Odmiana Eddie`s White Wonder.
Bardzo liczyłam na łany kwitnących różaneczników i azalii. Niestety, niewiele z nich kwitło. Byłam nieco za wcześnie.
W jednej z oficyn urodziła się Wisława Szymborska ( Jej ojciec zarządzał majątkiem Działyńskich).
Mieszkała tam tylko 2 lata ale wdzięczni mieszkańcy postawili Jej pomnik, a by nie była samotna, dołożyli słynnego z wiersza - kota. A jak kot - to i ja :-))).
Właściciele pałacu zgromadzili naprawdę dużą kolekcję obrazów. Wszystkie ich działania zmierzały do przekazania wszystkich skarbów Ojczyźnie, gdy tylko odzyska niepodległość. Obrazy mnie urzekły ( niektóre).
Sieroty amsterdamskie.
Zupełnie nietypowe przedstawienie Madonny z Dzieciątkiem. To Vlastimira Hofmanna "Matka Boska ze szpakiem".
I Wyspiański - jak zawsze świetny.
Ta krótka wyprawa zostawiła mi straszny niedosyt. Chętnie jeszcze raz wybrałabym się obejrzeć dokładnie okazy arboretum ( nasz przewodnik biologiem nie był, niestety i mało nam ciekawych miejsc pokazał). Chciałabym też samotnie posnuć się po pałacu, gdzie nocami straszy Biała Dama.
Duchów się nie boję :-))).