środa, 27 czerwca 2012

Czerwcowe maki

Moje ulubione maki islandzkie same rozsiewają się co roku ale zauważyłam jakiś regres, dotyczący głownie kolorów, czasem i wzrostu. Będę musiała wysiać je sama, może nawet z nowo zakupionych nasion. Teraz opanowały warzywnik ( i tak wczesną wiosną wyrwałam mnóstwo sadzonek, bo nawet nie miałbym gdzie wysiać roślin jadalnych). Zrobiłam zdjęcie marchewkowej grządki ale go nie zamieszczę. Ogrodowi ortodoksi, zgorszeni, przestaliby zaglądać na blog )), albowiem marchew przerastają maki, kwitnąca juz kolendra, czerwonolistna łoboda i wysiana przypadkiem, tez kwitnąca, sałata. A maczki, w marchwi czy tez wśród innych roślin, szykują się na doroczny Bal Kwiatów i makowe panienki prasują swoje sukieneczki z cienkiej bibułki.

piątek, 22 czerwca 2012

Rozmaitości (2)

Często odwiedzamy się z sąsiadkami, bo po pierwsze – lubimy się, a po drugie – by bystrym oczkiem wypatrzeć jakieś nowości albo po prostu popodziwiać to, co właśnie kwitnie (a między nami kwitnie cichutka rywalizacja :DD). I właśnie w zeszłym roku, w czasie takiej wizyty, doznałam lekkiego bezdechu. Z podziwu. Na klombie rosła wielka kępa wspaniałych, w pełnym rozkwicie, czerwonoamarantowych, maków. Dostałam nasionka i zapewne część wysiałam jesienią ( choć kompletnie tego nie pamiętam), bo właśnie jedna kępa mi zakwitła. Maki wysiane wiosną mają dopiero ok. 7 cm i będą cieszyły oczy pod koniec lata.























 Tę lilię – White Tiger -kupiłam przypadkowo. Zaplątała się między cebule lilii królewskich, których pąki wymarzły mi w maju. Widać ta jest odporniejsza, bo przetrzymała wszystkie chłody i właśnie kwitnie.























A tu kwitnie Dusia, która juz pewnie nie wyobraża sobie innego domu i czuje się tak dobrze, że zajmuje miejsce Julki na ulubionej, julkowej ławeczce.























 Zajmuje też wszelkie inne miejsca, bo każde jest dobre – jeśli nie do drzemki, to do poobserwowania okolicy.

niedziela, 17 czerwca 2012

Rozmaitości

Zmienna, czerwcowa pogoda trochę mnie rozleniwiła. Najpierw ulewne deszcze i burze, teraz upały. Taka pogoda jakoś nie nastraja do robót ogrodowych. A w ogrodzie roboty huk, bo chwasty nie dają za wygraną, trzeba nie tylko odchwaszczać ale i pikować rozsady, wymieniać się sadzonkami z sąsiadkami, jednocześnie omawiając aktualne wydarzenia – jednym słowem czy budzi się we mnie zwierzę ( leniwiec, oczywiście) czy nie, do pracy brac się trzeba. Na szczęście tu i ówdzie czekają nagrody. Troskliwa pielęgnacja sprawiła, że kupiony we Wrocławiu wielosił jest już tak piękny – to stan 2 tygodnie po zrobieniu poprzedniego zdjęcia. W przyszłym roku będzie to już duża kępa. A w tle zarośla jednorocznych ostróżek, które rozsiewają się obficie po całym ogrodzie ale są tak wdzięczne, że nie mam serca ich usuwać , nawet gdy nie bardzo mi pasują do kompozycji.























A tu inna nagroda – pierwsza kania 2012 !!!!!























Tak wyglądala wczoraj rano. A dziś przed chwilą ( 15.00) już tak….























Jutro będzie na obiad i może oszczędzę Wam widoku grzyba na talerzu, bo ślinianki mogą nie wytrzymać ))).

Nie mogłam się powstrzymać, by nie zamieścić tego zdjęcia. Cookie, choc trudny ma charakter, często rozśmiesza mnie do łez. Tu właśnie czeka na obiad pod tytułem „padłam z głodu, chyba nie wyżyję”.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Kącik nowości ogrodniczych

Był piękny kiermasz rzeczy wszelakich przy hali we Wrocławiu. Sery, miody, wypieki i …a jakże, roślinki !!!!!. Rzuciłam się ochoczo, z błyskiem w oku, pomiędzy porozstawiane wszędzie skrzynki i skrzyneczki. Dużo było, pięknie było, kwietnie i kolorowo ! Były też, niestety, pewne hamulce : moje drogie koleżanki, które przestrzegały harmonogramu spotkania i przeznaczyły mi na buszowanie w kwiatach tylko 15 min i…ceny. W końcu zdecydowałam się tylko na wielosił o zielono-białych liściach ( pierwszy raz taki widziałam, nigdzie u nas go nie ma) i pierwiosnek, jakiego tez tu nigdzie nie widziałam.























W zeszłym roku kupiłam różowy zawilec, który teraz ładnie mi zakwitł. Mam te wczesne żółte i białe oraz trochę późniejsze – białe, wielkokwiatowe, do których teraz dołączył ten różowiaczek.























Jestem też szczęśliwą posiadaczką czerwonego orlika o pełnych kwiatach. Mam juz takie białe, bladoniebieskie, bordo ( zaginęły) i różowe. Nawet w moich starych, fioletowych, trafiają się puszyste główki ale czerwonego wcześniej nawet nie widziałam.























I na koniec fotografia, prawdopodobnie historyczna, funkii o białych liściach.























Nosi ona wdzięczną nazwę „White Feather” i jest właściwie w zaniku. Wątpię, czy uda mi się ją uratować ale z kronikarskiego obowiązku przedstawiam tego białego [; ) ] kruka.

niedziela, 3 czerwca 2012

Jeszcze raz ogród jak sen

Pięknie i nastrojowo jest w Ogrodzie Botanicznym we Wrocławiu. Moja dusza kolekcjonera roślin była tam jak w raju. Dla mnie raj mógłby właśnie tak wyglądać – wielkie, kwietne rabaty, kolory, kształty, niezwykłe drzewa i krzewy (i żadnego węża, skorupiaka ani nawet kleszcza w pobliżu). Ech, nigdy nie będę miała takich irysków ( to te wczesne, miniaturowe).























Jedyna kępa, która może przypominać te w Ogrodzie, to moje irysy syberyjskie, które pięknie przetrzymały tę zimę (90% wielkokwiatowych wymarzło).























Dividia chińska zauroczyła mnie – co za niezwykłe drzewo !























Zwykły rabarbar tez może być piękny.























Nasze przemiłe sympatyczki – Wanda i Ewa obdarowały nas aniołkiem-dzwonkiem i medalem ze smokiem wawelskim (który Ewa wykonała własnoręcznie). Mój smok nie zionie ogniem, tylko wącha kwiatki – takiego się nie boję )).























Do zobaczenia za rok, moje kochane Dziewczyny !