środa, 31 października 2012

Trzeba być bystrym (ą)

Życie w Siedlisku toczy się swoim torem bez względu na pogodę, na zmiany czasu i pór roku. Wiadomo, że dzień trzeba zacząć od szykowania śniadania dla wszystkich zwierzaków, od zastrzyku insuliny dla Cookie i podania Hipulce wszystkich leków, zapisanych przez lekarza. Potem wystarczy juz tylko rozdysponować jedzenie na poszczególne miseczki [ a właściwie każdy ma w niej co innego - koty zdrowe - rybę ( koniecznie morską), Cookie - swoją puszkę, a psy zdrowe - węglowodany z niewielką ilością mięsa, natomiast Hipcia - ryż z zapachem mięsa ( zalecenie lekarzy)- jeśli ktoś uwierzy, że ona zje coś takiego] i pilnować, by bystre czworonogi nie wyjadły karmy biednej staruszeczce. Hipcia rano nie ma apetytu ale musi zjeść leki, sprytnie ukryte w odrobinie mięsa. Biedna suczka odprawia nad miską pracę myślową, a wokół czyhają chętni i chętne na jej jedzonko ( nawet takie skromne). I doprawdy trzeba być bystrą, by tego co w misce nie oddać tym harpiom :) I tak to wygląda przy każdym posiłku.

sobota, 13 października 2012

Co roku o tej samej porze

Na wsi dokładniej widać, jak niezmienne i powtarzalne są różne czynności, związane z porami roku. Mieszkając w Siedlisku, zaczęłam żyć tak jak okoliczni mieszkańcy – w rytm natury, w zgodzie ze światem i sobą Właściwie mogłabym na blogu zamieszczać zdjęcia sprzed kilku lat – są prawie takie same jak te aktualne. Nadeszła jesień – wiadomo – zbiera się i suszy grzyby, jabłuszka, robi przetwory na zimę, gromadzi opał. W Siedlisku pachnie palące się pod płytą drewno, cudowny zapach wydzielają wysychające grzyby i jabłka. Do corocznego obrazka brakuje gąsiorka z winem. Wina nie ma i nie będzie. Zniechęciłam się po zeszłorocznej „produkcji” – mam baniaczek niezłego kwachu, z którym nie wiem, co zrobić. Pozwoliłam szpakom „zagospodarować” tegoroczny, całkiem duży, plon – niech im idzie na zdrowie i długą podróż ! A ja kupię hiszpańskie albo chilijskie i będę sobie je sączyć z dużym zadowoleniem – w końcu nadchodzą długie wieczory, sprzyjające siedzeniu w domowym zaciszu. Kominek, książeczka, winko – to mój plan na jesień.























A propos tytułu – nasza TV pokazywała kiedyś film pod tym tytułem ( adaptację sztuki Bernarda Slade`a) z Alanem Aldą i Ellen Burstyn ( nie mylić z Ellen Birkin). Świetny ! nagrałam sobie i czasem oglądam. Polecam na jesień i nie tylko ! I jeszcze raz szczygiełki – one też co roku o tej samej porze zajadają się nasionkami motylków.

wtorek, 2 października 2012

Ulubieni goście

Przepadam za widokiem szczygłów, które obsiadają moje motylki i wyjadają ich nasionka. Dla nich sieję je co roku i potem wypatruję tych ślicznych ptaszków. Gdzieś niedaleko mają swoje gniazdka, bo wiosną widywałam je codziennie w szalonych przelotach z jednej strony ogrodu w drugą, często szczebiotały gdzieś w gałęziach jabłonki ale sfotografować ich się nie dało – wiosenne ADHD na to nie pozwalało. Co innego jesienią – czują już spowolnienie natury, powoli szykują się do przezimowania i napełniając brzuszki dają szansę fotografowi-amatorowi, by wreszcie je uchwycił w obiektywie.























I jeszcze moje ulubione mazurki, które towarzyszą mi przez cały rok. Tu podjadają winogrona na tarasie. Gdybyż jeszcze sprzątały po sobie !