Lubię dynie. Od niedawna. Odkąd córka nauczyła mnie jak je piec, już sobie nie wyobrażam jesieni bez pikantnej zupy dyniowej i pysznej dyni z pieca. Koniecznością stało się uprawianie ich w moim małym warzywniku. Zajmują mnóstwo miejsca ale jak już wydadzą owoce, to ich smak wynagradza wszystkie starania. Właśnie : jak już wydadzą owoce. Bo nie wszystkie są skłonne do tego. Hokkaido jest plenna, można przechować ją nawet do wiosny. Natomiast piżmowa, zwana też masłową, bardzo smaczna ( może nawet najsmaczniejsza ?), wystawia cierpliwość mas ogrodniczych na wielką próbę.
Bo nie tylko ja mam z nią na pieńku. Sieję ją wiosną do doniczki, zabieram kotom najlepsze miejsce na południowym oknie, by mogła tam się wygrzewać i wykiełkować, a ona ...nic. Czekam, czekam, czekam. Hokkaido dawno wystartowała, a ta nic. W końcu z 7 doniczek kiełkują 2. No trudno. Jest już koniec maja, wysadzam te dwie do gruntu. Obok wysiałam jeszcze w kwietniu wprost na grządkę parę nasion i one już skiełkowały. Niepotrzebnie siałam wcześniej w domu ?
No nic. Podlewam, dbam, chucham i dmucham. Zaczynają rosnąć. Pojawiają się długie łodygi. Kwitną. Niestety, same męskie kwiaty - zupełnie jak w przypadku cukinii ( tylko że cukinia już owocuje, namyśliła się). A pyszna masłowa rośnie, kwitnie i ozdabia.
Wreszcie we wrześniu, na 20. węźle (!) pojawiają się owoce - aż dwa :-). łodyga jest tak długa, że malowniczo przewiesza się przez żywopłocik z bukszpanu, który obramowuje warzywnik. Robię im pierwsze zdjęcie ( 04.09.). To będzie pamiątka, bo przecież dojrzeć nie zdąży - w końcu września bywają już przymrozki, a ona potrzebuje dwa miesiące, by trafić na mój stół. Ale owoc zaczyna rosnąć w oczach ! Jeden, bo drugi zamiera. Robię mu zdjęcie co 4 dni. Ciekawe, czy dojrzeje przed mrozikiem.
Przyjmuję zakłady :-) !