Na początek bukiet ciemierników dla przyjaciółki, która zmaga się z ciężką chorobą. Kochana, myślimy o Tobie i trzymamy kciuki, byś szybko wróciła do domu zdrowa i jak zawsze pełna energii i radości życia.
W Siedlisku trwa jesienna krzątanina. Warzywnik już przygotowany do zimowania, pozostało tylko zwapnowanie dolomitem dwóch grządek. Liście praaawie zgrabione, popakowane w worki, by w razie ostrych mrozów osłonić szambo ( naprawdę nie chciałabym przeżywać powtórki z rozrywki). Karmnik wyczyszczony, ziarna zakupione, słonina już wisi ( i ma wielkie powodzenie). Psy tez mają na nią ochotę i z zazdrością patrzą w stronę słoninkowej jabłonki.
Julka i Liska zgodnie buszują w ogrodzie i jest to jedyny moment, kiedy nie ma jej za moimi plecami. Oczywiście pod warunkiem, że jestem w polu widzenia. Tak sobie buszując spłoszyły dwa bażanty, które miały ochotę sprawdzić, czy coś dobrego jest na kompoście i, ewentualnie, czy już czarodziejskim sposobem pojawiła się w karmniku pszenica. Biedne ptaki uciekły zestresowane – jeden od razu poleciał do lasu ale drugi wylądował najpierw na moich olszynach, dopiero potem odleciał w sina dal.
Czy wiecie, jak wysoko lata bażant ? Ja juz wiem, nie od dziś zresztą.
Mała Liska, spędziwszy cały dzień na powietrzu, zasypia zanim dotknie podłoża. Szkoda, że ja tak nie potrafię.
Zaprzyjaźniła się z Dusią i często wieczory spędzają wtulone w siebie. Liska uwielbia przytulać się do kogoś – Julka to niechętnie toleruje ale Dusia wyraźnie lubi.
I tak powoli oswajamy się z myślą, że zima za progiem. Pewnie spędzimy ją tak miło jak na tym zdjęciu ( bo mam nieśmiałą nadzieję, że i dla mnie znajdzie się tam miejsce ) ), czego i Wam życzymy !





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz