środa, 11 lipca 2012

Przygoda z dalią

Już nie raz pisałam, że wyjątkowo kocham dalie. To cudowne, choć czasem kapryśne kwiaty. Ich karpy często źle się przechowują, czasem traci się cenne okazy. Bardzo lubiłam moją wysoką, fioletowo-białą, która nie przeżyła swojej chyba trzydziestej zimy i usiłowałam ją gdzieś zdobyć. W okolicznych sklepach takiej nie było ale od czego jest Internet ? W zeszłym roku przysłano mi dalie z kilku sklepów, dwie nawet były tymi pożądanymi ale dostałam tez taką (oczywiście jako fioletowo-białą):























 Dostałam też bardzo do niej podobną czerwono-białą ( nie przeżyła zimy), a tej wiosny przysłano mi karpę Vancouver ( ślicznej, fioletowej z białym brzegiem). A zakwitła tak:























Sama kupiłam, u dobrego sprzedawcy, dobrze ometkowaną, zaopatrzoną w zdjęcie, dalię Cafe au lait. Bardzo byłam jej ciekawa. Zakwitła już.























Jak widać jest trochę mleka ale gdzie ta kawa ???
Tym oto sposobem stałam się szczęśliwą posiadaczką trzech prawie takich samych dalii. Nie żałuję ale jednak tęsknię i za Vancouver i za Mingus Randy i za Cafe au lait )).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz