poniedziałek, 17 lipca 2017

Moje zwierzaki z latem w tle

Nie tylko ludzie rozkoszują się latem. Piękna pogoda bardzo pozytywnie wpływa na zwierzaki. Koty spędzają prawie cały dzień na dworze. Na szczęście nie polują, tylko drzemią na z góry upatrzonych, tarasowych fotelach. Nie dotyczy to Fruzi, która zmęczenia nie zna. Biega po całym ogrodzie (w sąsiedzkich posesjach udziela się także) i znosi nam rżną drobną zwierzynę. Wbiega na dach już bez strachu i doprowadza biedne mazurki do stanu przedzawałowego, bo bezustannie usiłuje sięgnąć gniazdek i wygarnąć pisklaki. Na szczęście gniazdka schowane są głęboko i do tej pory nie udało jej się porwać ptaszków. Zrobiłam zdjęcia tego urwisa podczas występów na wysokości i pokażę je w następnym poście.

Psy podzieliły się na domowe i podwórkowe. Julka (18 lat) właściwie nie opuszcza kanapy. Krótkie wypady pod bramę zupełnie jej wystarczają, na spacery już nie chodzi, bo szybko się męczy. Liska- jest moją wierną asystentką - gdzie ja, tam i ona. Z konieczności wiele czasu spędza w ogrodzie. Trusia to zwierzątko podwórkowe. Ledwie można ją dowołać na posiłki. Tylko deszcz zapędza ją do domu wtedy leżymy sobie razem i czytamy książki [ja jednak więcej ;-)]. A to urocze obrazki z soboty. Fruzia usiłuje zaprzyjaźnić się ze starszyzną.






Starszyzna ją ignoruje, więc Fruzia wraca do swoich fascynujących zajęć w zaroślach.

A dla Ani T. suczki w letnim ogrodzie :-).



Kwitnące liliowce z punktu widzenia nasturcji.

niedziela, 9 lipca 2017

Dobry początek

Piękny mamy lipiec. Słońce, ciepło, sporo deszczu ( to miłe dla ogrodnika - podlewać nie trzeba), więc specjalnie nie dziwią takie znaleziska. Oby to był początek wspaniałego sezonu grzybowego !

Lato panuje nam miłościwie. Ogród kipi barwami i kształtami. Zachwycamy się nimi od rana do wieczora. Tylko roje komarów nieco uprzykrzają nam ten cudowny czas. Pielenie w towarzystwie krwiożerczych bestii jest naprawdę aktem heroicznym :-).






niedziela, 25 czerwca 2017

Remanencik wiosenny - część 2.

Kochamy lato ! Nareszcie można pozbyć się wielu warstw odzienia, pokazać nieco  ( bladego jeszcze) ciała, dać wiatrowi poigrać we włosach, a raniutko, tylko w piżamie, wyskoczyć do ogrodu, by zobaczyć noworozkwitłe kwiaty. I można już zapomnieć, że majowe mrozy przyniosły tak wiele szkód. Pozbawiły mnie prawie wszystkich konwalii, akacjom wymroziły dolne gałęzie tak, że zakwitły tylko na samych czubkach. Peonie też odczuły na sobie podmuchy arktycznych wiatrów - ich kwiaty nie były tak okazałe jak w poprzednich latach. Hortensje pnące robią, co mogą, by zakwitnąć ale nie bardzo im to wychodzi. I tak jestem zadowolona, że choć trochę kwiatów ocalało, bo w zeszłym roku wymarzły wszystkie pączki.
Mam tez przyjemne wspomnienia - irysy kwitły wspaniale.



Te iryski to wspomnienie ogrodu w moim rodzinnym domu. 



              Tak fantastycznie kwitnie hortensja, gdy zimni ogrodnicy nie są zbyt zimni :-).
                                                    A tu trochę zabawy z aparatem.


 I to już koniec remenentów wiosennych.       Niech żyje lato ! 

sobota, 17 czerwca 2017

Remanencik wiosenny - cz. 1.

Lato za progiem, a ja nie rozliczyłam się z wiosną. Majowe przymrozki poczyniły wiele szkód. Nie zakwitły różaneczniki, azalie, marnie kwitnie pnąca hortensja. Ucierpiał też cytryniec chiński. Czereśni nie będzie na pewno, śliwa zastanawia się jeszcze, czy obdarzy mnie owcami, a jabłonie cos tam szykują na jesień.
Na szczęście wiele kwiatów pięknie kwitnie jak co roku. zachwycające są orliki, piękne były tulipany. Remanencik pozwala jeszcze do nich wrócić.
Czarnych tulipanów jeszcze nie uzyskano, ale hodowcy już znacznie się do tego koloru zbliżyli.
Rosną u mnie, oprócz innych, ciemnoczerwony, fioletowy, prawie, prawie czarny oraz prawie czarny. To późne tulipany, zwiastujące koniec tulipanowego szaleństwa.





Moje orliki były też zachwycające.







niedziela, 11 czerwca 2017

Sobota Fruzi

Sobota Fruzi, a więc automatycznie i moja, zaczęła się ok. 5. rano. Rozkoszne brykanie dookoła tapczanu, nurkowanie pod nim i niespodziewane skoki na zagłówek ( dobrze, że nie na głowę - dzięki, Fruziu !) oraz przyjazne atakowanie innych czworonogów powoduje, że lekko nieprzytomna ściągam się za włosy z łóżka i wypuszczam wszystkie zwierzęta na dwór. Poranek jest piękny, więc z pierwszą herbatką robię przegląd grządek, by zobaczyć, co nowego mi zakwitło. W tym czasie Fruzia robi przegląd krzaków w poszukiwaniu jaszczurek, bo do śniadania daleko. Gdy brzuszek jest już napełniony jedzonkiem, mam nadzieję, że pośpi trochę i da spokój biednym padalcom i innej, drobnej zwierzynie. Niestety. Energia ją roznosi i zaczyna bawić się z Trusią w berka. Zabawa jest przednia, z przyjemnością patrzę na te harce. Szykuję obiad, gdy nagle dociera do mnie rozpaczliwy świergot mazurków. Wypadam z domu, bo wiem, że to widok kotów powoduje tę panikę. Ale żadnego nie ma w polu widzenia ! Tymczasem zdenerwowanie mazurków, siedzących na gruszce przy domu, osiąga apogeum. Rozglądam się nadal i wtedy słyszę jakieś szuranie na dachu. A to nasza mała Fruzia usiłuje dobrać się do gniazd pod dachem ! Już zorientowała się, że to niemożliwe i chce zejść. A zejście nie jest łatwe. Dach stromy. Wpada w lekką panikę, zsuwa się, znowu idzie w górę, usiłuje przejść na drugą stronę w nadziei, że tam będzie jej łatwiej zeskoczyć. Ja tez wpadam w panikę. Porzucam chęć skoczenia po aparat, by to uwiecznić i taszczę drabinę, by jakoś sprowadzić ją na dół. Na szczęście kotka rozumie, że pomoc nadeszła i po chwili ładnie schodzi.
Obie jesteśmy nieco roztrzęsione. Chwytam ją na ręce i zanoszę do domu. Do końca dnia ma zakaz wychodzenia i tak domowo kończy się dla niej sobota.
Żaden z naszych kotów nigdy nie wszedł nawet na daszek tarasu; o dużym dachu nawet nie pomyślały. A to niesforne małe nie ma żadnych zahamowań ! Oj, czeka nas wiele "atrakcji", zanim Fruzia dorośnie, zmądrzeje i temperament jej zmaleje :-)).

niedziela, 4 czerwca 2017

Fruzia, kotka nieduzia

I znów mamy trzy koty !
W połowie kwietnia przybłąkała się do nas mała kotka, łudząco podobna do Dusi.  Wygląda jak jej córka, a właściwie wnuczka :-), bo Dusia najmłodsza już nie jest. Od dawna zarzekałam się, że żadnych więcej zwierząt..., że to już nie ten czas..., nie ten wiek... ale cóż. Nie mogłyśmy patrzeć, jak ta mała cierpi zimno i głód ( bo to było w trakcie nagłego powrotu zimy), jak bardzo chce przeniknąć do domu i mieć swojego człowieka, swoją miseczkę i własne spanko. No i jest z nami. Mały czort, niezwykle żywy ale baaardzo przytulaśny. Już po sterylizacji, którą świetnie zniosła. Koniecznie chce podporządkować sobie resztę zwierząt, rozstawia je łapą po kątach tak, że boją się wejść domu, gdy ona buszuje w przedpokoju. Na szczęście z biegiem zjadanych śniadanek, obiadków i kolacyjek coraz bardziej łagodnieje. Nie musi walczyć o jedzenie ale lubi ( oj, lubi !) zapolować w ogrodzie na jakieś żyjątko. Nawet nie wiedziałam, że mam w ogrodzie padalce, i to w znacznych ilościach. I jaszczurki. Niektóre całkiem żywe wyjmuję jej z paszczy, inne nieco nadszarpnięte, inne ( niestety) już całkiem out. Hmmm...kot jest kotem...I bardzo jej się podoba latające mięsko, które często obsiada winorośl pod dachem tarasu.
Oto nasz urwis.

 Gdzieś tu latał mazurek. Gdzież się podział ?


czwartek, 1 czerwca 2017

Dzień Dziecka

Dziś święto naszych dzieci. Dla nas, matek, dziecko jest zawsze dzieckiem bez względu na to, ile wiosenek zaliczyło :-).
Ziemia byłaby rajem, gdyby wszystkie dzieci mogły cieszyć się tym wyjątkowym okresem życia. By w spokoju i miłości mogły bezpiecznie rosnąć i potem, w dorosłym życiu, przekuć szczęśliwy czas w poczucie własnej wartości i podobnie wychowywać swoje dzieci.
Dzieci, życzę Wam tego z całego serca i przesyłam tyle buziaków, ile jest kwiatuszków w mydlnicy.


wtorek, 9 maja 2017

Ciągle zimno...

Paskudnie zimna pogoda tej wiosny jest najpopularniejszym tematem naszych rozmów ( pomijam tematy polityczne). Spragnieni ciepła i słońca niemrawo wypełniamy codzienne obowiązki. Ogrodowe prace w deszczu i zimnie nie dają żadnej satysfakcji. Oczywiście grzebię w ziemi, bo przecież trzeba przygotować warzywnik, obsiać go, posiać jednoroczne kwiaty oraz wysadzić dalie do gruntu. Ręce mi grabieją, wiatr przeszywa nie tylko czapkę ale całego człowieka i, szczerze mówiąc, najchętniej siedziałabym cały dzień pod kocykiem z książką w ręku. W piecu wesoło płoną sosnowe polana ( węgiel już się skończył), zwierzaki przytulone do siebie rozkosznie pochrapują. Jest  ciepło i przyjemnie, wszystko zaprasza do miłego lenistwa i wcale nie chce się wychodzić na chłód i wiatr. No cóż, nikt nie obiecywał, ze ludziom będzie tak fajnie jak moim zwierzakom :-).
Jednak, jak to w życiu, oprócz minusów są przecież plusy. Plusem, i to wielkim, jest widok moich ukochanych kwiatów, które wcale nie przejmują się pogodą i robią, co mogą, by pokazać całą urodę.
Szachownica bladokwiatowa rozchyla swe dzwonki.
Psiząb rozświetla grządki swymi żółtymi kwitkami jak latarenki. Kilka lat temu miałam dwie całkiem spore kępki tych kwiatów. Hojnie rozdawałam je znajomym, bo pięknie się rozrastały. Aż do momentu, gdy o smakowitych cebulach zwiedziały się nornice. Błyskawicznie pożarły prawie wszystkie. Zostały mi dwie czy trzy sztuki. Dokupiłam je szybciutko ale te nowe mają wielkie opory przed rozmnażaniem się . I nie tylko rozmnazaniem - z kwitnieniem także. Cierpliwie czekam, aż się u mnie zadomowią, a tymczasem podziwiam te nieliczne "latarenki". Będą piękne !
I corocznie pokazywany, skromny przetacznik armeński. Jego niebieskie oczka wesoło błyskają na skalniaku. Na zdjęciu z przetacznikiem widnieje też samotny, żółty tulipan, który ocalał na ogólne życzenie moich drogich odwiedzających blog. Nie lubię tych żółtych, bo zapylają swą żółcią inne tulipany, i miałam zamiar go usunąć. Miał sporo obrońców, więc zostawiłam go w spokoju i biedak pięknie kwitnie ( z wdzięczności zapewne).
Wiele tulipanów już przekwitło, teraz nadszedł czas na te późniejsze. Szczególnie atrakcyjne są te dwukolorowe - teraz zakwitły pomarańczowo-zielone i biało-zielone. Kilka jeszcze jest w pąkach, zapewne będą to papuzie bało-zielone.
Kolorowo i radośnie jest w ogrodzie, choć pogoda nas nie rozpieszcza.
Z napięciem czekamy, czy zapowiadane przymrozki nie wyrządzą nam szkody.






środa, 19 kwietnia 2017

Było zimowo...

Opady śniegu nie ominęły Naszej Okolicy. Co kilka godzin następowała nowa dostawa ale na całe szczęście śnieg dość szybko się topił. Oczywiście martwiłam się o swoje rośliny. Najbardziej o właśnie zakwitający miniaturowy różanecznik. Pąki pojawiły się po trzech latach niecierpliwego wyczekiwania. Strasznie był oporny, w końcu poddał się :-). Ma śliczne, czerwone płatki. Chroniąc go grubą agrowłókniną nie zrobiłam mu przysługi - stracił kilka kwiatków. Reszta ma się dobrze i jutro zobaczę  - jak dobrze. W nocy ma być -1, więc znów go otuliłam. Co będzie, to będzie.
Tulipany, cesarskie korony i szafirki przetrwają. I dość już tej kwietniowej zimy !!!