Nie ma już mojej Broszki.
Po piętnastu wspólnie spędzonych latach pożegnałam ją na zawsze. Paskudne raczysko zabrało najmilszą na świecie kocinę. Być może jest już na niebieskich łąkach, ale jak powiedziała córka, z pewnością tam się nudzi, bo nigdzie nie będzie jej tak dobrze jak w Siedlisku.
Broszka była miłośniczką kwiatów – jak ja.
I jak ja lubiła to nasze proste, wiejskie życie.
I długie, ciche, zimowe wieczory.
Spać lubiła i w takiej pozycji i w typowo „broszkowej”, a najbardziej na poduszce swojej pani.
Dawno temu uratowałam jej życie i dzięki temu przeżyła szczęśliwie wiele lat ale to wcale nie zmniejsza mojego smutku.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz