W środku zimy w Siedlisku słychać szuranie odśnieżającej biały opad łopaty, miłe trzaskanie ognia w piecu, chrapanie kotów i szelest kartek z namiętnie czytanych różnych książek – głupich, mniej głupich, czasem nawet mądrych – jednym słowem – POCIESZYCIELEK. Bo naprawdę nam dosypało. Kontrolna warstwa na starej studni pokazuje ok. 30 cm (na szczęście to nie jest jednorazowy opad, tylko dwutygodniowa zbieranina).
Nasza najstarsza starowinka Hipunia ciągle cieszy się śniegiem, odważnie forsuje wcale niemałe zaspy i jest przeszczęśliwa. Koty zdecydowanie odmówiły wychodzenia z domu ( jednak to naprawdę mądre istoty), reszta towarzystwa wyskakuje tylko dla załatwienia swoich naturalnych potrzeb.
A pani ? A pani musi opuścić przyjazne miejsce przy piecu !!! Pani musi pojechać przez zaśnieżony las do miasteczka ( a zawieszenie mamy niskie, oj, niskie i czasem szorujemy brzuszkiem na leśnej drodze !) , zadbać o wszelkie potrzeby tych piecuchów , zadbać o odśnieżanie i palenie w piecach, o dosypywanie ziaren do karmnika i w ogóle zadbać, byśmy wszyscy doczekali wiosny w dobrej formie.
Ojojojoj ! Tak się zmęczyłam tym pisaniem, że chyba muszę udać się na z góry upatrzone stanowisko, zepchnąć suczki z poduszek i wrócić do ulubionych lekturek. I wiecie co ? Chyba jednak lubię tę zimę !!!!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz