piątek, 11 stycznia 2013

Już się bałam...

Już się bałam, że zima na ramiona moje spadła w sensie absolutnie dosłownym. Tak było w Siedlisku kilka dni temu…























Wydobyłam szuflę do odśnieżania, mówiąc sobie : trudno, trzeba będzie wziąć sie do pracy od postaw ale zanim się zdecydowałam odrzucić pierwszą porcje z 12-centymetrowej warstwy mokrego śniegu, przypomniałam sobie dobre rady mojej córki. Otóż jedna z nich brzmiała : mamusiu, jeśli chcesz zrobić coś ciężkiego, to połóż się, wyciągnij ręce wzdłuż tułowia i spokojnie czekaj, aż ci przejdzie. Hmmm…dzieci naprawdę mają czasem rację.  Śnieg stopniał, zrobiło się zielono i wiosennie. Co prawda teraz znów coś tam kapie z nieba, robi się biało ale już jesteśmy zahartowani i żadnej pracy się nie boimy. A nawet czasem budzi się w nas zwierzę….leniwiec mianowicie.

A tak naprawdę, to jestem przygotowana na wszystko – zapas pszenicy – 30 kg, słonecznika – ponad 10 kg, słoniny – co najmniej 2 kg w zamrażarce. Pasza dla futrzaków i ludzi tez zgromadzona, przyjemna lektura i dobre filmy czekają. Teraz pozostaje tylko zadrutować kożuszek, wzorem syberyjskich dziadków i czekać wiosny. Oby szybko nadeszła ! Bo nalewek coraz mniej w baniaczkach ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz