W tym roku mam urodzaj na sójki. Codziennie przylatuje ich więcej. W zeszłym roku były tylko pojedyncze sztuki. Ciekawe, czy mają tak mało żołędzi, że dożywiają sie pszenicą ? Trochę mnie to martwi, bo muszę zrobić większe zakupy ziarna ale najbardziej martwię sie tym, że odganiają od karmnika "maluchy".
W czasie, gdy ja pracowicie spędzam wieczory ( np. przy wykonywaniu pierogów - takich, jakie lubimy - z cienkiego ciasta, by farsz było widać)
, moje suczki spędzają je na swój sposób.
Na pociechę wszystkim, którzy nie lubią zimy, donoszę, że krety tak sie rozbestwiły, tak strasznie kopią i na grządkach i na trawniku, że to dobra wróżba. Zima będzie łagodna !
A co do kopania, to hmmm, dużo wieksze szkody robi znany kopacz, któremu sie wydaje, że w końcu jakiegoś kreta złapie:-). Te porozrzucane kamienie i rozkopana ziemia to dzieło Juleczki.
I na koniec moje ulubione zdjęcie. To chłodny poranek. Pani wstała, zręcznie przerzucając smukłe (prawie) ciało ponad zwierzaczkami i dowodząc tym niezłego wygimnastykowania, a piecuchy czekają, aż zostanie podane śniadanie.






Oj, nie zauważyłam że już wtorek. Wieczór spędziłam pracowicie na lepieniu uszek.
OdpowiedzUsuńTeż żałuję że święta zapowiadają się szare, drobina bieli dodałaby uroku. Lubię przygotowania, chociaż stroiki będą raczej skromne. Jutro wybieram się po jemiołę. Sójki są ładne, ale niezłe z nich rozbójniczki.
Sójki są piękne ale naprawdę niebezpieczne - chuliganki i rozbójniczki. Nigdy nie lepiłam uszek - oj, naprawdę trzeba do nich benedyktyńskiej cierpliwości. Buziaki !
UsuńWłaśnie - nie wiadomo co gorsze: krety, czy to, co na te krety poluje... :))) U mnie jest większy kaliber kreciego wroga i łowcy kogutów. :)
OdpowiedzUsuńPodziwiam sprawność z jaką ominęłaś mruczanki i przytulanki. :)
Serdeczności :)
Hi, hi, to wieloletnia wprawa w tym omijaniu:-). Ci nasi kopacze to też utrapienie:-). Usciski dla wszystkich !
UsuńŚliczne te dwie bułeczki, przytulone do siebie, jak rodzeństwo; u nas na razie sikorki i wróble, chociaż całkiem niedawno przyuważyłam pełzacza ogrodowego, jak zasuwał po pniu drzewa, i to w ogrodzie miejskim; pozdrawiam Cię, Aniu.
OdpowiedzUsuńChyba nigdy nie widziałam pełzacza, kowalika tez nie. Za to sikorek, mazurków, dzwońców i im podobnych - zatrzęsienie. Serdecznie Cię pozdrawiam i cały czas podziwiam za Twoje kulinaria.
UsuńAle ze mnie gapa , a ja myślalam że Ty Aniu, Anulko lepisz i lepisz i lepisz, a Ty jesteś ROBOT WIELOCZYNNOŚCIOWY . A ja się chyba za chorowanie biorę, kucałam , kucałam aż zaniemówiłam. Teraz gadam albo szeptem , albo ( ku uciesze gawiedzi) wcale. Jutro chyba zostanę w łóżeczku żeby coś podłubać na święta. A niech to , a mówią , że " złego złe nie bierze". Buziaczkuję pracowitą gospodynię i przemiłe piecuchy - Jola W.
OdpowiedzUsuńDziękujemy i wzajemnie wysyłamy moc buziaków !
UsuńPiękne te pierogi:) Ja mam od teściowej - mistrzyni, ale wolałabym lepić niż siedzieć w pracy - przed Świętami. Za to od dziś do 30.12 - laba!:))) Biorę się za spóźniony piernik i kruche ciasteczka - już tradycyjne u mnie. Buziaczki posyłam***
OdpowiedzUsuńRozkoszuj sie tym wolnym czasem, Magdusiu ! Buziaki !
OdpowiedzUsuńA ja myślałam, że na ostatnim zdjęciu tam pod ścianą to Ty dosypiasz.
OdpowiedzUsuńCzy gadały ludzkim głosem w Wigilię? Serdeczności Aniu i dziękuję za życzenia
Hi, hi, a gdzieżbym śmiała przeszkadzać zwierzakom ? Dosypianie to moje nie spełnione marzenie :-).
Usuń