wtorek, 4 listopada 2014

Trusia

I znowu mamy w domu równowagę psio-kocią 3 : 3. W sierpniu dołączyła do nas Trusia. Los Trusi był tragicznie typowy : komuś się znudziła, może czymś się naraziła, a może jechali na urlop ? Zapakowali psinę do auta i wyrzucili na skraju naszej wsi. Miała szczęście w nieszczęściu, że nie przywiązano jej drutem do drzewa na powolne konanie w mękach. To było rok temu. Dobrzy ludzie - rodzice Egretty, którzy właśnie do niej przyjechali - zaczęli ją dokarmiać i już po kilku dniach tam zamieszkała. Była tak zestresowana, że nie pozwalała do siebie podejść. Jadła tylko wtedy, gdy nikogo nie było w pobliżu. Powoli, powolutku zaczynała się oswajać. Już jesienią  (!) pozwoliła się pogłaskać ale tylko Egretcie i tylko na jej warunkach : żadnego głaskania po głowie ( bo może uderzyć),  raczej kładła się na grzebiecie i dawała brzuszek do pieszczot. Egretta szukała dla niej domu, nawet namówiła rodziców, by wzięli ją do siebie. No, niestety, nic nie dało się zrobić. Nie pozwoliła się złapać. Nie pozwoliła sobie pomóc. Pod nieobecność Egretty dokarmiali ją sąsiedzi, a na zimę miała naszykowaną ocieploną budę. Była powabną suczką i kawalerów jej nie zabrakło. Rezultat był łatwy do przewidzenia : urodziła dwa szczeniaczki - suczkę i psiaka. Jak strasznie nie ufała ludziom świadczy fakt, że poza płotem wykopała głęboką jamę i tam trzymała potomstwo. Całe szczęście, że zima była u nas łagodna. Dzieci chowały się zdrowo, a  Trusia była troskliwą matką. W lutym psiak zniknął, została mała suczka. Wtedy dopiero Trusia przeniosła swoje maleństwo do ogrodu i zamieszkały w budzie, a najlepszą kryjówkę miały w stosie desek na podwórku. Przemili sąsiedzi Egretty ciągle dokarmiali psiaki, ja tez dojeżdżałam tam co drugi dzień z dobrą puszeczką karmy i starałam się jakoś je oswoić. Trusia chętnie zjadała przysmaki ale małe wytrwale uciekało i nie dawało podejść do siebie.
W końcu wczesną wiosną Egretcie jakoś udało się szczeniaczka złapać i oddać ludziom, znalezionym przez internet ( chwała internetowi !!!). Z Trusią miałyśmy prawdziwy problem. Była już nami zaprzyjaźniona ale nie dawała się złapać, nie było mowy, by przekroczyła próg domu. Była dzikim zwierzątkiem, przyzwyczajonym do życia na swobodzie. Za wszelką cenę chciałyśmy ją wysterylizować, zbliżał się termin następnej cieczki i z rozpaczą myślałyśmy o możliwych konsekwencjach. W końcu, już w akcie desperacji, podawszy jej tzw. głupiego Jasia, Egretta zdołała jakoś ją złapać, zapakować do transporteka i zawieźć na zabieg. Po operacji Trusia miała być u mnie do czasu powrotu do zdrowia, a jeśli by się udało, to przynajmniej zostałaby na zimę. Martwiłam się, że takie niezależne stworzonko, po odzyskaniu pełni sił, będzie szukać jakiejś dziury, by uciec i znów prowadzić swój nieuporządkowany tryb życia. I znów powiedzenie : nie martw się na zapas ( bo będziesz martwic się dwa razy) okazało się prawdziwe. Gdy już rozwiały się opary narkozy i Trusia poznała nowy teren, wcale nie miała zamiaru uciekać ! Bez problemu spała w domu, wracała z podwórka na zawołanie i była cała szczęśliwa, że ktoś się nią opiekuje na stałe. Wielką rolę odegrały tu moje suczki. Są dla niej towarzystwem, wzorem do naśladowania i choć przyjęły ją raczej chłodno, to wyraźnie je lubi. Przed Julką czuje respekt, ale Liskę chce urobić sobie na towarzyszkę wygłupów i zabaw podwórkowych. Do mnie przylgnęła od razu, okazała się nadzwyczajną przylepką i przemiłym, wesołym psiakiem. Nie mogę się nadziwić przemianie, która w niej zaszła. Z dzikiego zwierzątka stała się normalną, domową psiną. Robi nam różne psikusy, choć przecież nie jest szczeniaczkiem . Wywleka na podwórko moje pantofle, skarpetki, gryzie kocyki ale nie mam jej tego za złe - najważniejsze, że jest szczęśliwa. I bardzo o mnie zazdrosna :-))). Wieczorkiem tak długo układa się na kanapce, aż blondyneczki przesuną się w stronę nóg, a ona rozgości się na memłonie , wycałuje mnie serdecznie i obwieści każdym ruchem : Aniu, kocham Cię !
Czyż muszę dodawać, że już ze mną zostanie ?


















































































27 komentarzy:

  1. Aniu, gdybym mogła, wyściskałabym Cię i wycałowała, Ty Dobra Duszo, dzięki temu postowi wierzę, że są na świecie dobrzy ludzie, którym los krzywdzonych zwierząt nie jest obcy, najlepszą nagrodą za trudy są wierne oczy psa, jego bezgraniczne przywiązanie, czy już Ci pisałam, że wolę czasami towarzystwo moich futrzaków od ludzi? cieszcie się sobą z Trusią, , dobrze, że i jej wróciła wiara w człowieka po tak ciężkich przejściach; pozdrawiam Cię serdecznie, Aniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu, adresatem Twoich bardzo miłych słów jest tez Egretta-Tamara i jej ( moi też ale nieco dalsi geograficznie) sąsiedzi. To oni zaopiekowali się tym biedactwem zanim trafiła do mnie. I zgadzam się - ludzie są różni, a zwierzaki nigdy nie są podłe ( czasem tylko źle przez ludzi wychowane) i ich towarzystwo jest zawsze przemiłe. Nawet jak psocą :-))). Ściskam Cie mocno !

      Usuń
  2. No jakie uszy!!! Cała jest boska, ale te uszy...:) Pani Aniu nie zdziwiłam się jej ani przez moment, że została chętnie u Pani. Psi instynkt działa i podpowiada, gdzie im będzie najlepiej.
    Ściskam całą gromadę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uszy ma wspaniałe, choć nie muskularne :-))). Bazylio, pozdrawiam Was serdecznie i cały czas podziwiam domek - przeszedł moje najśmielsze wyobrażenia. Pewnie Mała M. szaleje z radości !

      Usuń
  3. Wielkie głaski dla Trusi i pozostałych Futrzaków. Ciebie mocno ściskam, wspaniała z Ciebie Kobieta.
    Uszka psinki są faktycznie zachwycające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zapominaj o Tamarze i łańcuszku ludzi dobrej woli, Ewo ! Ja jestem na końcu łańcucha. Pozdrowienia serdeczne dla Pani i dla Kota ( a Trusia kotów nie lubi....)

      Usuń
  4. Trusia jest uroczym psiątkiem. Dobrze że ma wreszcie dom. Zawsze mnie zastanawiało, jak te Twoje zwierzaki potrafią się "dogadać". :) Każdy nowy przybysz znajduje swoje miejsce. Czary czy cóś? :)
    Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie raczej CÓŚ :-)))) Serdeczne buziaki !
      P.S. Zaraz zakwitnie grudnik od Ciebie, przyślę zdjęcie.

      Usuń
  5. Cudny wpis ! Miała Trusia szczęście, a nawet więcej szczęścia niż rozumu :-) No jednym słowem szczęściara że trafiła do Ciebie Aniu . Ja jako miłośniczka zwierząt wszelakich mogę tylko napisać : Kocham Cię Aniu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, dziekuję ! Ale ( jak wyżej pisałam) nie tylko ja miałam w tym udział. Wszystkie futrzaczki machają Ci ogonkami ! A niektóre i uszkami :-)

      Usuń
  6. Ostatnie zdjęcie przedstawiające śpiące towarzystwo na kanapie ( i jednego śpiącego na krześle )jest rewelacyjne :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie wyglądają nasze wieczory. Muszę chyba szybko schudnąć jak patyk, bo nie będzie dla mnie miejsca :-))). A na narożną, obszerną kanapę nie ma tam miejsca :-(.

      Usuń
  7. Trusia cudna, chociaż mam wrażenie że oczy ma nadal smutne. Ale trudno się dziwić po takich przejściach.
    Byłam ciekawa tego memłona ale szczelnie kołderka okryte.
    Masz rację, to cały łańcuszek ludzi dobrej woli ale Ty jesteś na końcu i cała chwała spływa na Ciebie. I Tobie mówi: Kocham Cię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zdjęciu memłon jest nieobecny ale wieczorkiem jest mocno oblegany :-))). Trusia ma smutne oczy, choc wesoła z niej panienka, a Liska ( u mnie juz 2 lata) - jeszcze smutniejsze. No nie wiem - czyżby taka uroda ? Ściskam Cię !

      Usuń
  8. Nareszcie! Aniu, jesteś cudowna! Wielkie buziaki za bajeczny opis, jeszcze większe za zdjęcia i dodatkowa premia za "memłon" i "blondynki".
    Całusy,
    Halina

    OdpowiedzUsuń
  9. Halinko, jak zawsze rozpuszczasz mnie pochwałami :-). Właśnie patrzę na wszystkie 3 suczki, śpiace na mojej pościeli. Śpią głęboko i smacznie jak człowiek po ciężkiej pracy - tylko gdzie one tak się narobiły ????
    Ściskam Was serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
  10. Podziwiam Aniu Twoje ogromne serducho,dzięki Tobie zaczynam wierzyć,że świat nie jest taki zły.Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, Zosiu, świat jest strasznie pokręcony ale chyba nie taki zły. I ja pozdrawiam Cię serdecznie !

      Usuń
  11. Fantastyczna jesteś, wiesz ? Przytulam i rozdawaj miłość, każdy jej potrzebuje. Buziaczki - Jolka

    OdpowiedzUsuń
  12. Aniu droga, jesteś Aniołem Opatrznościowym dla porzuconych, zagubionych i bezradnych, Twoi sąsiedzi oczywiście też. Stosunek do słabszych i odtrąconych to miara naszego człowieczeństwa (ale pojechałam) a z moich obserwacji wynika, że nie jest to powszechne a nawet wprost przeciwnie.
    Oswajałam kiedyś przez prawie rok psa przywiązanego do drzewa i uratowanego przed śmiercią głodową, spał koło domu, pałaszował jedzenie ale trzymał się zawsze na bezpieczną odległość. Chodził za mną na spacery i na jednym z nich gdy oboje leżeliśmy w trawie a ja zachęcałam go do podejścia nagle przyczołgał się,dał pogłaskać i od pory stał się cudownym towarzyszem życia ale nie dla każdego, tolerował tylko sprawdzonych domowników.
    Piękna i budująca jest historia.Trusi. Uściski dla Ciebie i Twojej gromadki. Zuza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedny psiak. Za czystą miłość pięknie mu odpłacili. Cały rok nie mógł się z tego otrząsnąć. Kochana jesteś, że nie dałaś za wygraną. Jest jeszcze u Ciebie ? Ściskamy Cię serdecznie !

      Usuń
    2. Rzecz działa się kilkanaście lat temu. Rudy uwielbiał wałęsać się po okolicy i ciągle podkopywał ogrodzenie,nie pozostawał również obojętny na uroki różnych psich panienek powodując często różne zniszczenia w okolicznych posesjach. Przypuszczam, że to ostatnie było przyczyną jego śmierci, został zastrzelony,prawdopodobnie ranny przywlókł się do naszej bramy. Nie znam sprawcy ale gdyby stanął na mojej drodze........ Rudy był z nami 8 lat.Zuza

      Usuń
    3. Wysterylizowalam swoje zwierzaki i mam spokoj choc z tej strony. Rudemu darowaliscie cudownzch 8 lat zycia, a sprawce sama bym chetnie uszkodzila.

      Usuń
  13. Niech żyje Anusia, czeladka jej cała i Trusia!!! Serdeczne uściski i buziaki dla wszystkich członków brygady "RR"! Pozdrawiam ta Zosia ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziekujemy ! Wzajemnie pozdrawiamy, zwierzaki machaja ogonkami.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja żadnego splendoru na siebie nie przyjmuje bo liczy się koniec a nie początek :) A koniec jest taki, żeś najlepsza na świecie "dobra dusza" !!!!! :):):)

    OdpowiedzUsuń