Ocieram lekko zwilgotniałe czoło i sięgam po następne gałązki właśnie rozkwitłej lipy, skrzętnie omijając pracowite pszczółki. Upajam się jej zapachem; muszę zachować go w pamięci, by móc wyciągnąć go zimą, gdy za oknem będzie szalała zadymka i mróz ściśnie cały mój świat. Teraz chwilami nawet marzę o tych chwilach, bo 35-stopniowy upał już za bardzo daje się nam we znaki. Trawnik znów żółknie, rośliny trzymają się siłą woli, bo mimo codziennego, dwukrotnego podlewania ciągle im i za sucho i za gorąco. Gałązkami napełniłam koszyczek i siadam, by poobcinać same kwiaty. Będzie syropek ku zdrowotności ! Litr wody zagotuję z kilogramem cukru i do gorącego roztworu wrzucę dwie spore garście kwiatków. Po dwóch dniach syrop będzie gotowy. Zamknę go w słoiczkach i razem z syropem z kwiatów czarnego bzu będzie czekał w lodówce na jesienne i zimowe chłody. Dodany do herbatki będzie rozgrzewał jak nalewka.
Nalewki tez już są w robocie. Rumem zalałam wszystkie dostępne teraz owoce : czereśnie, morele, truskawki, agrest, porzeczki w trzech kolorach, maliny i poziomki. Każdą warstwę przesypałam cukrem. Będzie to stało 6 tygodni, a po zlaniu - jak najdłużej wytrzymam :-). Bo to jest pyszne ! W blogu Smacznej Pyzy, do którego często zaglądam, przeczytałam, że nazywa się to swojsko : rumtopf. W Niemczech tradycyjnie podaje się go w czasie świat Bożego Narodzenia. Eeee, tyle czasu to i ja wytrzymam :-).
Zrobiłam tez nalewkę na orzechach. Według mojego przepisu bierze się do niej lipcowe orzechy ( a nawet z końca lipca), obiera z zielonej skóry, kraje na części, dodaje kawałek imbiru, cynamonu, tataraku i dzięgielu (dzięglu ?). Tych ostatnich nie dałam, bo nie mam. Zalewa wódką. Stać ma 4 miesiące na słońcu. Po zlaniu znad owoców dodaje się trochę cukru i znów trzyma w ukryciu - co najmniej pół roku. To nalewka lecznicza na kłopoty z żołądkiem. Akurat takich kłopotów nie miewam, ale... przezorny zawsze ubezpieczony :-).
Teraz czekam na pojawienie się czarnych porzeczek i na tej nalewce chyba (!) zakończę produkcję.



Ale pyszności , te rumem zalewane muszą być boskie . Ja musiałabym głęboko schować , aby za często nie próbować ;-) Życzę aby wszystkie przetwory się udały i cieszyły swoim smakiem i właściwościami :-)
OdpowiedzUsuńJuz po tygodniu są boskie :-))). Chyba też muszę głeboko schować, bo pokusa okrutna :-)).
UsuńAniu, rozdrobnione kłącza tataraku czy korzeń arcydzięgla powinnaś bez kłopotu dostać w aptece, właśnie tam też kupowałam je do nalewek; z mieszanki owocowej powstanie bardzo swojska ratafia, no niech będzie Rumtopf; w klamociarniach tutejszych zakupiłam onego czasu bardzo ładne, ceramiczne naczynia z przykrywką, właśnie do tego celu; jakby było mało, mają oczywiście ten napis także na reprezentacyjnej ściance, ale mi to nie przeszkadza; orzechówka koi bolący brzuszek, lipóweczka rozgrzeje, a ratafia pozwoli jaśniej spojrzeć na szarugi i ... też rozgrzeje; miło patrzeć na Twoje "nastojanki", bardzo lubię takie widoki; a co tam za orzechówką tak sypnęło obficie? liście to czy płatki kwiatów? pozdrowienia ślę serdeczne.
OdpowiedzUsuńCały czas, czytając Twoje notki, żałuję, że u nas nie ma takich klamociarni. Na targu są jakieś "starocie", z Niemiec przywożone. Musze tam poszukać, może trafię na takie naczynie. Tarasik przy domku gościnnym zasłany liśćmi akacji, które nocna wichura z deszczem z nich "wytrzepała". Gdy wyschną, zamiotę. Ale chyba idzie kolejny deszcz - bardzo juz potrzebny ( byle nie nawałnica !).
UsuńDziękuję Ci za podpowiedź - rzeczywiście, poszukam w aptece. na pewno tam będzie.
Nie wiedziałam, że można zalać owoce rumem. Zawsze zalewam spirytusem z wodą pół na pół, potem zlewam dosładzam, albo dodaję wódki i zostawiam do grudnia. Nalewka ma być wytrawna. W tym roku nie robiłam orzechówki, przegapiłam, bo już orzechy zbyt twarde. Używam takich, które dają się pokroić razem z zieloną łupiną, zasypuję cukrem, a jak puszczą sok zalewam alkoholem. Kiedyś zrobiłam z miodem, też dobra była.
OdpowiedzUsuńPięknie Twoje słoje wyglądają, Muszę się zabrać za czarne porzeczki, bo smorodinówkę dzieci uwielbiają.
Pozdrawiam i sukcesów "przetwórczych" życzę oraz deszczu.
Też uznaję tylko wytrawne nalewki, likiery to nie moja bajka. Orzechówkę jeszcze możesz zrobić ! Zrobiła ja 3 dni temu, orzechy jeszcze mięciutkie, spokojnie dadzą się pokrajać. Mój przepis mówi o usunięciu skórek ( bo ma być lecznicza) ale tato robił zawsze ze skórkami, siostra też tak robi i wielu znajomych. Trochę u nas popadało, na szczęście obyło się bez nawałnic i gradu. Ściskam Cie !
UsuńPogłaszcz Kota !
Pogłaskałam. Mam na przechowaniu kotkę wnuczki, on zabawowy, ona stateczna, czasem do łapoczynów dochodzi.
UsuńBuziaki
Aniu, najwyraźniej jest jeszcze jeden amator Twojego rumtopfu:)
OdpowiedzUsuńBuziaczki i pozdrowienia z Gdańska
Oj, to jest moja pomocnica i wierny cień. Kto wie, może cos z tego słoja jej skapnie ? A chętnych na zawartość będzie wielu :-). Dodałam jeszcze jeden słoik, tym razem większy, bo zawartość pyszna juz po tygodniu :-))). Uściski dla całej rodzinki w komplecie !
UsuńTo się nazywa zapobiegliwość! Będzie się czym leczyć i raczyć zimą:)
OdpowiedzUsuńUściski!
No, ba !!!!!! I dla gosci cos dobrego się znajdzie :-).
UsuńOoo , na ostatnim zdjęciu widzę wielbiciela Twoich wyrobów ? Serdeczne pozdrowionka dla naszego słonka - Jolka
OdpowiedzUsuńDziękujemy, wzajemnie pozdrawiamy serdecznie !
OdpowiedzUsuńRadość, satysfakcja, pożytek i smakowitość zaklęta w słoikach, uwielbiam taki widok. Jesteś bardzo pracowitą Anią pszczółką.
OdpowiedzUsuńKwiaty lipy suszę na herbatki bo ograniczam używanie cukru. Nalewka rumowa z wszystkimi owocami pojawiającymi się w ogrodzie to znakomita rzecz, też robię bo jest przepyszna.Lubię ją z ciemnym rumem. Z orzechówką się lenię i pod ręką mam zawsze gotową węgierską z krzyżykiem. Czy robiłaś kiedyś nalewkę z młodych liści czarnej porzeczki, to moja ulubiona. Część jej mieszam z nalewką z owoców czarnej porzeczki i jest przepyszna.
U mnie teraz jest czas cukinii i zaczęły się dojrzewać ogórki. To ich początek ale codziennie zapełniam co najmniej jeden albo dwa słoiki do kiszenia. Cieszę się z chwilowego ochłodzenia i deszczu bo jest szansa,że przyjmą się rozsadzane brokuły, kalafiory, sałaty i jarmuże.
Bardzo pracowity czas ale uwielbiam widok zapełnionego warzywnika i zimowe zapasy w słoikach.
Życzę powodzenia i pozdrawiam. Zuza
Suszone kwiatki lipy tez mam, niedługo zapakuję je do słoja. Co to jest węgierska z krzyżykiem ? Nie słyszałam o takiej dobrości. Tato robił nalewkę na młodych liściach i dodawał ją potem do owoców czarnej porzeczki. A Ty robisz na samych liściach ? I dopiero teraz mi o niej mówisz :-((( ???.
UsuńU mnie tez nastał czas cukinii. Ogórków nie sieję, bo nie ma to sensu - zbyt sucho na mojej piaszczystej górce ( próbowałam kilka razy). Oj, kochana Zuzo, to Ty zasługujesz na miano pracowitej pszczółki ! Brokuły, kalafiory, jarmuże - piękne warzywa zasłoikujesz. Na podwyższonej grządce posadziłam pomidory. Rosną, rosną ( jak wściekłe). Szkoda tylko, że to jakaś specjalna odmiana - kwitnie ślicznie, tylko nie zawiązuje owoców :-))). Pozdrawiam pszczółkę !
Węgierska z krzyżykiem to węgierski produkt sztandarowy od lat (mocna nalewka m.in. z orzechami) , serwowany, przynajmniej kiedyś, do zakrapianych mocno posiłków w celu zapobiegania ( i leczenia) ewentualnych dolegliwości gastrycznych. Sprzedawany w charakterystycznej zielonej,okrągłej butelce z czerwonym krzyżem na białym tle. Niezbyt smaczny - jak to bywa z lekarstwami.
UsuńNalewkę robię na samych listkach i dopiero po roku mieszam część z tą robioną z owoców czarnej porzeczki też taką roczną. Mnie bardzo smakuje ta z samych liści i ma piękny zielony kolor. Ale trzeba ją robić gdy listki są młode bo wtedy ich aromat jest bardzo intensywny i mają piękny, jasny kolor.
Uwielbiam brokuły i kalafiory a te z grządki mają zupełnie inny smak niż straganowe. Jarmuż uprawiam od wielu lat bo zapewnia mi świeżą zieleniną zimą gdyż bez niego mogłabym za nią tylko tęsknić i jest bardzo piękny i zdrowy i łatwy w uprawie. W tym roku łagodnej zimy przetrwał właściwie do tej chwili bo jeszcze mam kilka roślin z ubiegłego roku.
Nie mam pojęcia dlaczego Twoje pomidory nie zawiązują owoców i to jeszcze gruntowe, może to po prostu późna odmiana a może trzeba pomachać delikatnym pędzelkiem po kwiatkach w celu zapylenia. Ja mam pomidory w niewielkim tunelu i zapylaniem nie problemu.
Nie wyobrażam sobie zimy bez pysznych kiszonych a najlepsze są takie zakiszone zaraz po zerwaniu z całym zestawem liści i przypraw.
Efekt pracy z roślinami od zasiania do skonsumowania to ogromna przyjemność i satysfakcja w przeciwieństwie do "tworzenia i przekładania" papierów czym tak mniej więcej zajmowałam się przez większość życia.
Serdeczne pozdrowienia. Zuza
Jarmuż tez sieję dość często Wspaniale ozdabia grządki jesienią i zimą :-). A jeśli chodzi o pomidory : nasiona miałam z pomidorowejdoliny. Odporne, wczesne, niskie. A są : odporne ( jak do tej pory), wysokie i najwyraźniej późne albo bardzo późne ! Pomidor, który sam mi sie wysiał z kompostu ( na sąsiedniej grządce) właśnie zawiązał pierwsze grono i jest ono już teraz większe niz tamte, nieliczne .
UsuńWiatry wieją, dodatkowo potrząsam łodyżkami i....nic. Nie chcą się zapylić. To już moja ostatnia przygoda z pomidorami. Będę kupowała tylko miniaturki koktajlowych ( te wspaniale mi owocują). Maja 20 cm wzrostu i moge "chodzić" z nimi po całym ogrodzie. Uściski, Zuzo !
A ogórki tez kiszę ( kupuję), nie wyobrażam sobie zimy bez nich.