Co prawda nie słyszałam jeszcze żurawi ale wiosnę zapowiadają wesołe śpiewy sikorek, ciepły wiatr ( hmmm, raczej huragan) i codziennie nowe odkrycia ogrodowych małych cudów.
Zakwitły ranniki i przebiśniegi ! Uczciwość nakazuje mi zaznaczyć, że to te, rosnące od południowej strony ale i pozostałe, rosnące w mniej korzystnych warunkach , już szykują się do rozwinięcia pąków.
na domowych parapetach tez wielkie ożywienie. Bardzo mała sadzonka rozmarynu, przyniesiona na zimę z warzywnika, zakwitła mi niedawna tak bardzo po cichutku, że w ostatniej chwili zobaczyłam słynne kwiecie. Nie wiedziałam, że rozmaryn jest tak wstydliwy - chował się za choinką, że dopiero po jej rozebraniu pokazał się w całej krasie :-) .
W tam roku nie zawiódł mnie grubosz. Znowu zakwitł ! Kwitnie już cały miesiąc. Już teraz wiem, jak go to tego zmusić. Latem trzymam go na południowym oknie na strychu. Ma tam gorąco jak w piecu, a w sierpniu nie podlewam go wcale. Ta przerwa "dobrze" mu robi. Szok termiczno-pustynny powoduje zawiązanie się kwiatów. W zeszłym roku trzymałam go na południowym oknie w pokoju na parterze i jednak było mu za chłodno - mimo letnich upałów . Nie zakwitł. Ale teraz mogę cieszyć się kwiatami ( tylko muszę w tym celu wdrapać się na poddasze po bardzo drabiniastych schodach) .
I mam niepłonną nadzieję, że obrazki takie jak te już mogę schować do archiwum. Łącznie ze zdjęciem głodnego myszołowa, który tradycyjnie, jak co raku, przylatuje raczyć się słoninką. I tylko mój osobisty bażant nie pojawił sie w stołówce. Nie tylko go nie widziałam ale i nie słyszałam tej zimy. Mam nadzieję, że żyje !
I jeszcze chciałabym wyjaśnic długie milczenie. Jakoś nie miałam weny ani fajnych tematów do podzielenia się z Wami, moje drogie internetowe ( i nie tylko) znajome :-). Moim zdaniem - jak sie nie ma nic do powiedzenia, to lepiej milczeć :-). I chyba to, co dzieje się teraz w kraju, też mnie przygnębia. Ja, od zawsze prawicowa, jestem zażenowana i zniesmaczona. Ale juz znalazłam radę dla siebie i może dla Was ? Po prostu zaczynam dzień nucąc słowa z piosenki Młynarskiego : róbmy swoje, może to coś da - kto wie ????









Aniu :)! Nareszcie! Już zaczęłam się martwić Twoim milczeniem ale skoro odezwałaś się, to znaczy, że wiosna naprawdę :)).
OdpowiedzUsuńU mnie przebiśniegi też na południowej stronie kwitną i wszystko już zaczyna się przepychać, choć ostrożnie ;) a ptaki szaleją.
Dziś dzień był iście wiosenny więc i pracowity.
Zdjęcia robisz piękne :).
Barbara
No wiem, wiem, że strasznie długo milczałam. Ale teraz juz postaram sie byc na bieżąco. Tematów do zdjęć coraz więcej, bo coraz bliżej wiosna i jej cudeńka :-). Pozdrawiam serdecznie i nie przepracuj się ! Po zimie trzeba łagodnie wchodzić w ten nasz ulubiony kierat.
UsuńPrzyjmijmy, że był to sen zimowy.:))) To jednak rzeczywiście coś się dzieje w przyrodzie. A ja myślałam, że mam jakieś przywidzenia. Jak na razie słyszałam zmienioną piosenkę sikorki. Jak miło popatrzeć wreszcie na kwiatki. A i leszczyna kwitnie.
OdpowiedzUsuńGratuluję rozmarynu. A na niego też masz jakąś receptę? Bo mój ulubiony krzaczor rośnie bujnie, ale o zakwitaniu ani myśli. Może mu pośpiewać?... :)))
Buziaki od nas wszystkich :)
Rozmaryn też mnie zaskoczył. Na ogół nie przezywały zimy - schły mi. Postawiłam go na południowym oknie w pokoju. Miał tam chłodno ale dużo światła. Może to zachęciło go do kwitnienia ?
UsuńUściski dla całej rodziny !
Przechodziłam dzisiaj koło mojego ulubionego ogrodu i natychmiast pożałowałam, że nie mam przy sobie aparatu. Cała grządka tych żółtych śliczności, a ja nie pamiętałam jak się nazywają. Pomyślałam, że wysłała bym zdjęcie Ani i zaraz będę miała gotową odpowiedź. Nie minęło dużo czasu, zaglądam do Ciebie....i już wiem. Jak dobrze, że się odezwałaś.
OdpowiedzUsuńGrubosz zakwitł mi tylko raz, kwiatków rozmarynu nigdy nie widziałam.
Róbmy swoje...to dobry pomysł.
Pozdrawiam serdecznie
Ewuniu, tak jest - róbmy swoje. Może jakoś przetrwamy te paranoję.
UsuńUściski serdeczne !
"Róbmy swoje, póki jeszcze ciut się chce.
OdpowiedzUsuńNiejedną jeszcze paranoję
przetrzymać przyjdzie robiąc swoje...." Wieszcze słowa Aniu.
A my róbmy swoje w ziemi czyli u podstaw. Ty robisz swoje i masz efekty. Pozdrawiam
Otóż to, Krysiu ! Na szczęście mamy swoje pola do popisu, a nasze chaty skraja :-))). No i wiosna tuż, tuż ! Buziaki !
UsuńOjej , jest ! Jest wpis , bo ja już się martwiłam , że może już nie będzie wpisów i zdjęć...
OdpowiedzUsuńTak się cieszę . Nigdy nie widziałam kwiatów rozmarynu , "O mój rozmarynie rozwijaj się..."
tak mi się przypomniało :-)
Aniu, u mnie wszystko dobrze. Nawet grypy nie złapałam, choc katarek sie trafia. Jak Twoje zdrowie ? Buziaki lutowe !
UsuńJa Aniu martwiłam się, że może już bloga nie będzie w sensie, że masz inne ciekawsze sprawy albo ktoś może zrobił Ci jakąś przykrość w komentarzu ? Różni ludzie czytają i różni komentują . Ja też kiedyś pisałam bloga ale pojawiały się takie przykre komentarze że zrezygnowałam , bo nie miałam sił się denerwować . U mnie bez większych zmian , ale całe szczęście że nie jest gorzej a to już wielki pozytyw ! Pozdrawiam serdecznie i aby do wiosny :-)
UsuńAniu, na pewno będzie nie tylko bez zmian ale i lepiej ! Musi być !
UsuńCieszę się ogromnie z każdego Twojego kolejnego wpisu. Ja też, jak te rośliny czuję wiosnę i posiałam w tunelu rzodkiewki i sałatę bo za nimi tęsknię. Tulipany mają już 10 cm i mam nadzieję, ze wiedzą co robią. Po raz pierwszy widzę kwitnący rozmaryn, w przyszłym roku też przeniosę roślinkę do domu. Czy masz go z własnego wysiewu. Grubosza przećwiczę Twoim sposobem i może w końcu zakwitnie. Przy sprzyjającej pogodzie nadrabiam jesienne zaległości w porządkach ogródkowych i zaczynam cięcie. A więc wcielam w życie słowa z piosenki Młynarskiego i robię swoje a wiadomości unikam bo szkoda zdrowia na przejmowanie się sprawami, na które nie mamy indywidualnie tak naprawdę żadnego wpływu. Ciepło i serdecznie pozdrawiam. Zuza
OdpowiedzUsuńRozmaryn kupiłam na targu jako małą roslinkę. W lecie trochę urósł, a w domu, ku memu zdziwieniu, ładnie podskoczył i miał sporo kwiatków ( na zdjęciu widac te przekwitnięte). Też nadrabiam zaległości w ogrodzie ale bardziej w książkach :-))). Moje tulipany też juz wielkie; mam nadzieje, że mrozów juz nie będzie i zakwitną obficie. Serdecznie pozdrawiam !
UsuńZaległości książkowe też, całą zimę je nadrabiam, chociaż czytam zawsze i wszędzie przez cały rok. Ostatnio coraz więcej non-fiction, duzo pamietników, wspomnień, wywiadów, biografii. Z rozsądku staram się ruszać w ogrodzie i teraz, żeby nie utracić całkiem ogrodowej kondycji.
UsuńPOzdrawiam. Zuza
Czytam to samo, co Ty, tylko bez s-f, bo jakoś mi nie pasują. za to czytam przyjemne ( niezbyt krwawe) kryminałki w stylu Agaty Christie :-). W ogrodzie pracuje coraz więcej z wyjatkiem dni takich jak ten - przenikliwie zimnych, wietrznych i z mżawka co chwilę. Byle do wiosny !!!
UsuńMarek słyszał żurawie jak był tydzien temu :)
OdpowiedzUsuńUsłyszałam je dwa dni po wpisie, a teraz juz codziennie je słychać. Uściski !
UsuńAniu Droga, tak się cieszę, że ogłaszasz zbliżającą się wiosnę! U nas jeszcze nic nie kwitnie, uściski z ciężkich galer, E i Z.
OdpowiedzUsuńHa, musisz kupić ranniki - wtedy będziecie mieli wiosnę juz w lutym :-). Serdecznie Was ściskam i mam nadzieję, że jest lepiej. Buziaki !
UsuńDzięki Aniu, na szczęście jest lepiej (szybko odpukuję!) oby ta tenedcja utrzymała się jak najdłużej! jutro kolejna chemia brrrrr ... całujemy EiZ.
Usuń