Topinambur jest już teraz popularnym warzywem. Miałam go wiele lat temu w poprzednim ogrodzie ale jego walory smakowe nie zachwyciły mojej rodziny. Pozbyłam się go, co nie było takie łatwe, albowiem rozmnaża się niezwykle łatwo i kiełkuje nawet z najdrobniejszej bulwki. Teraz chciałam go znów mieć u siebie ze względu na alergię córki na wszelkie psiankowate - jako zastępnik ziemniaków. Dostałam bulwy od przyjaciółki. Posadziłam je w osłonach, bo przecież mam u siebie kilka rodzin nornic, którym na pewno by zasmakował. Osłony zrobiłam z przyciętych 5-litrowych baniaków po wodzie mineralnej (dobry patent, o którym dowiedziałam się kiedyś w "Roku w ogrodzie". Miał chronić przed tymi gryzoniami, które żerują tuż pod pod powierzchnią ziemi). Naszykowałam 5 osłon, a resztki bulwek posadziłam bezpośrednio na grządce. No i rósł sobie. Osiągnął imponujące rozmiary (bo to duży chłopak) i w końcu przyszedł moment wykopków. Zaczęłam je od tych posadzonych bezpośrednio w gruncie. Wykopałam miseczkę ładnych bulwek i z radością ugotowałam.
Smak mają bardzo delikatny ale od czegóż przyprawy i zrumieniona bułeczka? Dobre to było. Do czasu. Niestety, nasze żołądki nie potraktowały go łaskawie. Efekt był silniejszy niż po grochówce. Cóż, skoro dla nas był bezużyteczny, postanowiłam obdarzyć nim sąsiadów, bo przecież plon powinien być niemały. Energicznie wykopałam pierwszą osłonkę i stanęłam zdumiona. Otóż w gruncie nie było NIC. Wykopałam drugą osłonkę i to samo - czyli NIC. Trzecia, czwarta i piąta - to samo. Zdumiałam się. I to bardzo. Widocznie nornice pokochały topinambur, bo choć podobno żerują tuż pod powierzchnią, tu jednak zanurkowały głębiej, by dostać się do tego smakołyku. Czemu nie zjadły bulwek łatwo dostępnych? Czyżby chciały mi uświadomić, że na nic moje wysiłki, bo i tak zjedzą każdą cebulkę, na którą mają ochotę ? Hmmm. W takim razie wszystkie kwiaty cebulowe, sadzone w koszyczkach, są w wielkim niebezpieczeństwie. Z sentymentem wspominam poprzedni ogród, w którym nie było ani kretów ani innych gryzoni. Cóż, to se ne wrati.
Nie muszę dodawać, że era tego warzywa już się u nas skończyła.

Przez 15 lat grządkowania zaskoczeń było mnóstwo i to z topinamburem też. Cudne, trwałe, efektowne kwiaty a to co pod ziemią coroczne zaskoczenie. Czasem miękkie i smakowite, czasem twarde i chore. Ostatnio je przesadziłam za ogrodzenie a na swoich grządkach tępię i wykopuję.
OdpowiedzUsuńSą dwa momenty radości : kiedy zdobywasz bulwki i kiedy wreszcie się ich pozbędziesz z ogrodu. Na dobrych glebach niełatwo je wyrugować, bo rozmnażają się z najdrobniejszego okrucha i tworzą spore kolonie. Na moich piachach, z pomocą nornic, poszło to szybko. Ciepłej i słonecznej wiosny, Krysiu !
UsuńNie próbowałam jakoś, choć sporo czytałam, zostanę jednak przy ziemniakach:-)
OdpowiedzUsuńNo to niespodzianka, osłonki nie pomogły, gryzonie wyczuły spiżarnię, ale dlaczego zostawiły te niezabezpieczone? pewnie Aniu, dałaś im za mało czasu, nie zdążyły:-)
Pozdrawiam serdecznie.
Dla mnie to też zadziwiające. Nie lubią łatwych rozwiązań ;-)? Uściski wiosenne !
Usuń