Marzec rozczarował nas nieco. Czekaliśmy na ciepło, na szybką wegetację naszych roślin, na obfite deszcze, a z tego wszystkiego dostaliśmy co prawda dużo słońca ale i suszę, która nasze grządki wysuszyła na popiół. Na szczęście wiosenne kwiaty są bardzo odporne i na chłody i na inne niespodzianki pogodowe, więc kwitną jak zawsze - pięknie i kolorowo. Znowu z przyjemnością robię poranny obchód, by sprawdzić, co nowego wyszło spod ziemi, co zakwitło, a z czym przyjdzie się pożegnać.
W tym roku chyba pożegnam się z ulubionymi przylaszczkami. Z kilku kępek nieśmiało zakwita tylko jedna. Ma dwa pączki. Klęska. Ale jest też niespodzianka - kawałek dalej, w kompletnym cieniu, wysiała się mała kępka i kwitnie dwoma kwiatuszkami. Może rozrośnie się w tym nowym miejscu ? Oby, bo bardzo je lubię.
Na pociechę zakwitły posadzone jesienią śnieżniki. Muszą mi zastąpić przylaszczki.
Pozostałe kwiatki doskonale znacie : krokusy, cebulice syberyjskie niebieskie i białe, fiołki oraz miodunkę.
Hiacynty już blokach startowych, niektóre tulipany mają duże pączki. Mam nadzieję, że nadchodzące przymrozki ich nie uszkodzą.
A tak w ogóle teraz praca w ogrodzie ogranicza się do czyszczenia kolejnych grządek z liści, starych chwastów, usuwania łętów oraz gałązek, które strąciły zimowe wiatry. Miło jest poruszać się trochę, poczuć zapach ziemi, posłuchać jak wiosennie śpiewają ptaki i jak brzęczą pszczoły, uwijające się się wśród kwiatów dereni jadalnych i forsycji.
Bociany przyleciały i zasiedliły stare miejsca.
Wiosna długo się do nas czołgała, ale w końcu - JEST !








