wtorek, 26 listopada 2013

Mazurki

Wiejskie wróble to mazurki. Ślicznie się nazywają i są całkiem ładne urodą dla znawców:-). Ostatnio widziałam duże stadko - tak wielu mazurków w jednej grupie dawno tu nie było. Mam chyba drobniutki wkład w powiększenie ich populacji, bo pod dachem domku jest zawsze kilka gniazd, z których ptaszki wywodzą co najmniej trzy lęgi. Zapewne dokarmianie ich zimą też wpływa na ich lepszą kondycję.
Dwa dni temu to stadko wylądowało na podwórku, z wielkim zainteresowaniem rozgrzebując ziemię, rozgrabioną z krecich kopczyków.  Pewnie czuły śnieg, czający się za chmurkami i chciały najeść sie na zapas. Na szczęście u nas malutki opad stopniał po paru godzinach i jeszcze możemy cieszyc się widokiem zielonej trawy i ostatnich, spóźnionych kwiatów.                                                                                  

piątek, 22 listopada 2013

Przygotowania

Nie chcem, nie chcem ale muszem...pogodzic sie z tym, że nadchodzi zima. Powoli, powoli ale nieustępliwie idzie ku nam.
Gromadzę zapasy jak wiewiórka - gdy mieszka się daleko od szosy i miasteczka pełnego sklepów, jest to konieczne.  Prześladuje mnie bowiem wizja wielkich opadów śniegu, nieprzejezdnych dróg i wielkich zasp, których mój samochód nie pokona. Nie tylko zamrażarka jest pełna ale mam tez w komorze zapasy dla ptaków - worek pszenicy, prawie 10 kg słonecznika i kilo słoniny ( więcej w zamrażarce juz się nie zmieści). Głębokim zadowoleniem napawa mnie widok komórki pełnej węgla i półek malowniczo wypełnionych słoikami kompotów, dżemów i różnych przetworów wielowarzywnych. Domowe pieszczochy mają zapewnione jedzenie na co najmniej trzy miesiące. Opony wymienione na zimowe. Właściwie możemy wkrótce zadrutować kożuszki i spokojnie, przy piecu i kominku, czekać wiosny. 
Ale zanim wiosna nastanie, to nadejdą święta ! Poczekam jeszcze trochę z tym drutowaniem, bo właśnie zabrałam się do robienia ozdóbek choinkowych. Wieczorami wyrabiam papierowe gwiazdki - takie starodawne, z pasków i nowocześniejsze, w 3-D-duuuże, z kartek papieru. Niedługo zacznę robić bożonarodzeniowe wieńce, a na razie zrobiłam suchy bukiet, bo koniecznie chciałam "zagospodarować" dzwonki irlandzkie. Dzwonki posiałam po długiej przerwie. Zapomniałam, jakie one są śliczne i oryginalne  i jak pięknie komponują się ich skromne, zielone kwiatki z bajecznie kolorowymi bylinami.


























A tu niespodzianka. Z cytryńca chińskiego opadły liście i zobaczyłam owoce - pierwsze po trzech latach uprawy. Smak dośc dziwny-kwaśny z lekka nutką terpentyny, a może żywicy?



























Jeszcze szczyt optymizmu:-). Wykiełkowała nasturcja!


sobota, 16 listopada 2013

Kocanki

Kocanki ogrodowe wszyscy znamy - to te nieśmiertelniki i suchołuski, które były po prostu niezbędnym tworzywem do komponowania suchych bukietów. Kocanka piaskowa, rzadka w moich stronach ale popularna w całej Polsce, tez jest dość popularna. Ja mam szczęście kupować sadzonki nieco innych kocanek - zapewne mniej znanych. To krótki przegląd moich zdobyczy :

Kocanka włochata (bardzo silnie rosnąca):



kocanka drobnolistna zwisająca:






























Kocanka drobnolistna, która świetnie czuje się na skalniaczku i do dziś pięknie wygląda (zdjęcie dziś robione):

Kocanka piaskowa, która jest składnikiem suchego bukietu.

Ostatnie dwa zdjęcia to podarunek od mojej przyjaciółki Teni - kocanka włoska o zapachu i smaku curry - superrewelacja.




























Te doniczkowe kocanki już na stałe weszły do zestawu moich letnich ozdóbek, na równi z surfiniami i niecierpkami.

środa, 13 listopada 2013

Nie poddają się

Robi się coraz chłodniej. Raniutko rozpalam w piecu i dopóki ogień nie zacznie ostro buzować, pierwszą herbatkę piję dokładnie owinięta ciepłym szlafrokiem. Zwierzaczki już nakarmione i z rozkoszą odbywają sjestę, a ja wreszcie mogę wynurzyć się z rozkosznie wygrzanego porannego ubranka i przyszykować do kolejnego, mniej lub więcej pracowitego dnia. Specjalnie nie piszę "ogarnąć się", bo mam wrażenie, że  ostatnio wszyscy i wszystko "ogarniają". Chłód nie zwalnia mnie od codziennego obchodu ogródka, więc biegamy sobie z suczkami i podziwiamy roślinki, które odrzucają wszelkie myśli o zimie i za nic nie chcą się poddać nocnym przymrozkom i zimnym wiatrom.

Przetacznik armeński - maleńka , skalna roslinka, która kwitnie wiosną i przypomina mi "żabie oczka" - chwaściki z mojego dzieciństwa (odkryłam je też wśród traw w ogrodzie - alez one są sympatyczne!)                                                                                                                                                    




























 To ozdobne truskawki. Kwitną bardzo długo ale praktycznie nie owocują. A chciałoby się napisać:piękne i pożyteczne:-).




   I jesienna wajgela
                      
    oraz rudbekia, niestrudzona, kolorowa, zawsze radosna.

                                                                                                                                                                                                                                   

niedziela, 10 listopada 2013

Ciemiernik

Jeśli już listopad, to....ciemierniki !
Ciemierniki o białych kwiatach, które (dla zmylenie przeciwnika, zapewne) nazywają się  Helleborus niger, czyli czarne:-), mam od wielu, wielu lat. Najpierw były zimową ozdobą poprzedniego ogrodu, teraz rozjaśniają krótkie, listopadowe i grudniowe, dni w kosmicznym ogrodzie. Bardzo, bardzo je lubię, bo kwitną niestrudzenie przez całą zimę, a którym innym kwiatom tak by sie chciało;-)?. Nazywane są też różami Bożego Narodzenia i często taki bukiecik stoi u mnie pośród świątecznych stroików. W czasie łagodnych zim w świetnej formie witają wiosnę. W srogie zimy jest oczywiście gorzej-muszę je okrywać, by w marcu znowu powitać przezimowane kwiaty. 
Mam dwa krzaczki - jeden rośnie tu od wielu lat ale w miejscu niekorzystnym - ma zbyt sucho i trochę za dużo słońca, którego przecież unika. Młodszy ma trzy lata i zaczyna dorównywać mu wielkością. Trafił na dobre miejsce - cieniste, tuż przy tarasie, a w dodatku podlewany jest z jego daszku podczas każdego deszczu i dopieszczany codziennie moim zachwyconym wzrokiem.
W tym roku kwitną prawie od miesiąca , ku zachwytowi dzikich pszczół, które obudził z zimowego snu tak ciepły październik i które mają juz niewielką szansę na pożytki w polu i ogrodzie.
To mój ciemiernikowy senior- ma wiele kwiatów i tyleż pąków.
                                                                                                                                                                                 




























A to młody krzaczek - ma wiele paków, będzie kwitł długo, długo, a dzisiaj uczczę nim nasze jutrzejsze, wspaniałe Święto Niepodległości.

  

piątek, 8 listopada 2013

Jesienne impresje

Moja wioseczka jest biedna, domy tu skromne, a ogrody najczęściej zaniedbane. Jest jednak kilka bardzo godnych uwagi, tak pełnych kwiatów i kolorowych, że po prostu dech zapiera z zachwytu. Z radością donoszę, że przodują moje bliskie sąsiadki. Jedna z nich nie tylko ma piękny ogród ale zadbała o fantastyczny wjazd do swojej posesji. Te wszystkie rośliny zostały rozmnożone z niewielkich kęp, jakimi została obdarowana przez swoje znajome i przeze mnie. Rosną w tej ubogiej ziemi tak bujnie, jakby chciały podziękować za nowe miejsce do życia.



 Na koniec moja droga do tzw. cywilizacji. Tak kolorowo było w październiku, teraz jest już szaro z zielonymi wstawkami sosen i świerków. Droga kilka lat temu wysypana została pozostałościami z pieców hutniczych, kurzy się nielitościwie ale i tak wszyscy jesteśmy niezwykle szczęśliwi-juz nie potrzeba wyciągać samochodów z błotnych dziur, czego kilka razy doświadczyliśmy.




























Czymże byłaby jesienna impresja bez takiego obrazka?????




poniedziałek, 4 listopada 2013

Jesień, jesień

Zaczęła się ta mniej kolorowa, listopadowa, szara i deszczowa jesień. Już nie spaceruję rankiem po ogrodzie z poranną herbatką w ręku, tylko dziarsko biorę się do rozpalania w piecu, bo na cieplutkie miejsca do drzemki czekają Mieszek i Dusia. Właściwie najcięższe roboty już za mną. Moje plony ( dość nędzne) zawekowane. Kupione na targu warzywa i owoce też przerobione, a dary od sąsiadek i przyjaciółek także już w spiżarni. Na warzywniku pozostała kępa liściowych buraków, bo jest tak piękną jego ozdobą, że żal przerobić ją na botwinkę. Towarzyszy jej łan kolendry, która zawsze się sama wysiewa i zapewne zdąży podrosnąć tak, bym mogła ją zebrać i zamrozić. Uwielbiam jej smak i zapach.
Przebojem tego sezonu była dynia Hokkaido. Jej nasionka dostałam od mojej znajomej internetowej, która od dawna jest moją znajomą jak najbardziej realną i zaprzyjaźnioną. Dynia jest mała, dobrze się przechowuje ( podobno aż do marca) i jest bardzo smaczna. Już dwie zjadłam w postaci pieczonej. Teraz zrobię jeszcze zupę ( na ostro, bo nie lubię słodkich) i wypróbuję kilka przepisów Kasi z Malinowych Ogrodów. Jesień pod znakiem dyni - to jest to !


Wspomnienie pażdziernikowych kolorów - kalina .


Piec kaflowy to bajka - służy do najróżniejszych celów, nie tylko do kocich drzemek. W piekarniku pięknie pieką się mięsa i ryby ; na płycie gotuję i suszę grzyby, owoce, warzywa.  I najważniejsze - rano jeszcze jest ciepły, co bardzo pomaga w wychodzeniu spod ciepłej kołdry, gdy zwierzęta o nieludzkiej godzinie niecierpliwie i głośno dają znać, że pora na śniadanie :-).
Tu suszą się selery i pietruszki.

piątek, 1 listopada 2013

Kosmiczne zwierzaczki

Mój kosmos nie byłby prawdziwym kosmosem, gdyby ograniczał się tylko do roślin. Kosmos zamieszkują też zwierzęta - i dzikie i domowe. Do domowych zaliczam: suczki Julkę (13 lat) i Liskę (2 lata) oraz koty: Cookie (13 lat). Mieszek (7 lat) i Dusia (6 lat). Wszystkie to pieszczochy, kochane i kochające (mam nadzieję :-) ). Nie zaliczam: myszy, pająków, komarów i much.
Dzikie zwierzęta też u mnie występują licznie i kolorowo ale o nich napiszę kiedy indziej.
Dziś - leniwe, jesienne popołudnie:



Przytulone do siebie Dusia i Mieszek to rzadki widok. Dusia traktuje Mieszka nieco z góry i często biedak dostaje łapą albo jest "wypierany" z najlepszego miejsca do spania. Dusia zdecydowanie woli towarzystwo Liski ( Julki nieco się obawia, bo Julka nie lubi bratać się z kotami).
Moje zwierzaki nie kochają się miłością głęboką i czystą ale tolerują sie i niektóre nawet się lubią.  Tylko Cookie warczy na wszystkich ( mnie nie wyłączając), nie spoufala się z resztą ale za to jej uroda wynagradza braki w charakterze :-).





czwartek, 31 października 2013

Na przekór jesieni

Ostróżki to moje ulubione kwiaty. Zapewne czytając to zdanie, uśmiechniecie się lekko, bo chyba jeszcze nigdy nie napisałam, że któreś kwiaty nie są ulubione. Nic na to nie poradzę - kocham je wszystkie, chciałabym mieć ich więcej i więcej, bo dla mnie ogród bez kwiatów jest nie do pomyślenia. Wracam do ostróżek - strasznie je lubię ale one nie za bardzo odwzajemniają to uczucie. W końcu kilka jednak udało mi się namówić do zadomowienia się u mnie i nawet im sęe to spodobało. Do tego stopnia, że zakwitły powtórnie - biała o pełnych kwiatach na początku września, a ta turkusowa już po nocnych przymrozkach, które wykończyły mi i dalie i aksamitki i nasturcje.



























Codziennie ją oglądałam - czy zdąży się rozwinąć przed następnymi mrozami ? Na co liczy ? Co zwycięży - nadzieja czy doświadczenie ?






















































A jednak - nadzieja !!!!!!!!

sobota, 26 października 2013

Wspomnienie lata

Lato minęło. Jak zawsze było zbyt krótkie, zbyt upalne, zbyt deszczowe, zbyt chłodne (niepotrzebne skreślić). Spędziłam je pracowicie, a cudowną nagrodą za odciski od szpadla na białych rączkach i czasem niepokojące mrowienie w okolicy kręgosłupa, był widok moich roślinek w pełni kwitnienia.
Tu kilka liliowców, które zakwitły po prostu popisowo!

                                                       

To bardzo oryginalny liliowiec - Frans Hals, a powyżej - Blue Sea (trochę mało blue ;-) ).