Grudzień podarował nam bezśnieżne, cudowne, słoneczne dni i księżycowe noce. Po prostu nie można się oprzeć, by nie sfotografować budzącego się dnia czy nadchodzącej nocy. I wcale nie zamierzałam się opierać, tylko chwytałam aparat i czatowałam na dobre ujęcie.
Wczorajszy zachód słońca.
Tak powitałam dzisiejszy poranek.
Taki mam widok, gdy tylko otworzę drzwi.
Kilka dni temu pełnia nie dawała nam spać i budziła różne demony. Jakie to były demony, opowiem w następnej notce.
Ale wczesnym rankiem zachodzący księżyc był już przyjazny.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz