Czary-mary, czary-mary mruczę, krążąc po ogrodzie, zaklinając wiosnę, by wreszcie się zjawiła, by wydobyła spod śniegu najwcześniejsze kwiaty. Czary-mary podziałały za to na moje drzewko szczęścia czyli grubosza. Dostałam go przed wielu laty od mojej siostrzenicy Gosi i rósł sobie, obdarzając mnie swymi właściwościami. A w zeszłym roku zrobił mi niespodziankę nie lada, bo zakwitł ! A w tym zakwitł jeszcze obficiej !
Szare dni przedwiośnia rozjaśnia mi zawsze hibiskus, który kwitnie niezmordowanie od kilkunastu lat. Sam krzaczek jest dość nędzny, listków ma niewiele, bo zapewne wszystkie swe siły przelał na te piękne, czerwone dzwonki.
I tak, w takim doborowym towarzystwie, czekamy na koniec zimy. I ten koniec bliski, bo dziś widziałam kilka bocianów. Nawet jedna odważna pani bocianowa wysiaduje już jajeczka – wiosna już za płotem, już nam nie ucieknie !



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz