Nie wiem, jak to się stało ale nigdy nie byłam w Bieszczadach. Przewędrowaliśmy z mężem nasze góry od Sudetów po Beskid Niski ( najbardziej lubiliśmy wracać do Beskidu Żywieckiego)i dla mnie wschodnie Karpaty zakończyły się na linii Rożnów-Biecz - Dukla. Najwyższa była pora uzupełnić braki.
I oto stało się. Początek wyprawy to Sandomierz, Haczów ( największy kościół drewniany, zrębowy na świecie - wg. słów proboszcza z tej parafii), Sanok i potem już prawdziwe Bieszczady.
Dziś tylko kilka zdjęć : wąwóz królowej Jadwigi i sandomierski, pochyły rynek,po którym z upodobaniem jeździ ksiądz Mateusz, kościół w Haczowie i widok z zamku królewskiego w Sanoku na rzekę ( niestety, zupełnie niewidoczną z powodu bujnej zieleni).







Piękne zdjęcia Aniu. Wspaniale, że udało Ci się "uzupełnić" brakujące pasmo gór. W Bieszczadach byłam bardzo dawno, może jeszcze kiedyś pojadę.
OdpowiedzUsuńAniu, jak miło popatrzeć na Twoje piękne foty i przypomnieć sobie te widoki, bo wszędzie tam byłam nie raz ale ostatnio już dawno. Czekam na dalszy ciąg. Uściski.
OdpowiedzUsuńAniu Moja Pogodna.Nigdy nie byłam w Bieszczadach,niestety... i już nie zdążę...Dziękuję za uchylenie rąbka tej cudne cząstki naszej ojczyzny...
OdpowiedzUsuńJa też nigdy nie byłam w Bieszczadach . A podobno Bieszczady jesienią najpiękniejsze :-) Dziękuję za te zdjęcia i czekam na więcej :-)
OdpowiedzUsuńSandomierz? Coś mi się majaczy, dawno, dawno temu. :) Bieszczady? Byłam na tzw. wycieczce objazdowej w podstawówce. Mam mieszane uczucia, więcej negatywnych, niestety. Ale na Twoich zdjęciach jest ich słoneczna strona. :)
OdpowiedzUsuńUściski:)