Pszczoły, trzmiele, osy i inne zapylacze mają tu wiele pożytku i uwijają się od świtu do zachodu słońca. Dopiero w tym roku wypatrzyłam na kępie mydlnicy małe dziwadełka, które podobnie do kolibrów, w locie posilały się pyłkiem kwiatków. Nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi na te małe stworzonka. Nie miałam pojęcia, co to jest. Halinka z Gdańska z poświęceniem szukała ich nazwy. I znalazła! To kukułczy koliber, inaczej bujanka większa (Bombylius major). Dlaczego kukułczy? Albowiem swoje jajeczka podrzuca do wychowania innym owadom :-).
Wiele dużych drzew jest nie tylko schronieniem dla ptaków. Jest też świetnym miejscem do zakładania gniazd. Na środku podwórka rośnie stareńka jabłonka. Jej owoce są mało smaczne ale bezcenny jest cień, jaki daje w upalne dni. Zimą wieszam na niej karmnik i słoninki, a wiosną... stała się mieszkaniem dla jakiegoś ptaszka. Stary pień ma wiele dziupli, które pozatykałam m.in. kamieniami, bojąc się, że gniazdujące tam ptaki staną się łatwym łupem kotów. Tej wiosny zobaczyłam rozdziobaną korę, powiększającą wejście do dziupli. Ciekawa byłam, któż to postanowił się tam osiedlić. I w końcu wyśledziłam lokatora! To sikorka modra uparła się na to mieszkanie. Jest maleńka i bez trudu uwijała się przy wąskim wejściu, karmiąc z poświęceniem swoje maluchy.
Ale nie tylko dziuple są dobrym miejscem do zakładania rodziny. Sikorka bogatka już drugi rok robi sobie gniazdo pod wentylacją w domku gościnnym. Początkowo zapychałam tę dziurę gazetami, potem szmatkami. Nic to nie dało. Wszystko było wyrzucane i kontynuowane wicie miejsca na jajeczka. Przyczyna zniechęcenia sikorki - jak zwykle - obawa, że koty będą miały łatwy łup. W końcu też się poddałam. Ogrodziłam to miejsce podwójną siatką i wreszcie obie - ona i ja - mamy spokój. Pisklęta wyleciały, więc spokój jest podwójny.
Teraz zieleń jest tak bujna, że gniazd nie widać ale gdy opadną liście, widać cale mnóstwo opuszczonych "mieszkań ". Gniazdują i małe i większe, a szczególnie dużo jest patykowatych gniazd sierpówek czyli synogarlic tureckich. Zimą wypatrzyłam nawet dwa gniazda wiewiórek, uwite na szczytach olszyn. Nie wiem, czy to ich mieszkanie, czy tylko magazyn. W każdym razie patrzeć, jak wspaniale skaczą z gałęzi na gałąź, by się tam dostać, to czysta przyjemność.
Występujące od kilku lat bardzo silne wiatry strącają misternie uplecione małe dziełka sztuki.









Sprytne ptaszki, wiedzą czego chcą. Nie miałam pojęcia że wiewiórki mają gniazda, myślałam że dzieci wychowują w dziupli, jak to się człowiek przyzwyczaja do stereotypów.
OdpowiedzUsuńMiłe masz towarzystwo, szkoda że kotki to urodzeni łowcy i trzeba uważać.
Ja też myślałam, że wiewiórki mieszkają w dziuplach. Może te gniazda to tylko magazyny jedzenia ? Uwite są bardzo starannie, dobrze przymocowane do gałęzi. Całą zimę sprawdzałam, czy huragany ich nie zrzucą ale trzymają się mocno :-). U mnie łowcą jest Fruzia (najmłodsza) starsze już to sobie odpuściły. Niestety, przychodzą do nas wioskowe koty i mogą być niebezpieczne. Serdeczne uściski, Ewo !
UsuńMam, mam i ja:-) znaczy mydlnicę, jeszcze niezbyt dorodna, ale zakwitła; bujankę obserwuję u siebie, śliczny owad, futrzak ze skrzydełkami; masz rację z dziuplą i kotami, obserwowałam przez moment u nas, jak kocur od sąsiadów zasiadł w rozwidleniu gałęzi jabłoni i czatował na kowaliki; został przepędzony, a ponieważ są psy, już nie przychodzi; codziennie przed 4 rano mam pobudkę, kiedy ptactwo zaczyna koncertować, wtedy psy domagają się wyjścia, okna drzwi pootwierane, a z zewnątrz jeden świergot; pod wieczór na suchej gałęzi pod oknem zasiada drozd śpiewak, oj, Aniu, co za trele dobywa z gardziołka:-) zupełnie jak w wierszu Harasymowicza ... ileż piękniej drozdy leśne śpiewają, niż śpiewak płatny na chórach ...
OdpowiedzUsuńpozdrawiam Cię serdecznie.
P.s. Kiedyś znalazłam małą wiewiórkę pod sosną, wypadła z gniazda, już muchy składały na niej jaja; odczyściłam, karmiłam pipetką, masowałam brzuszek, ale nie przeżyła bidulka, miała za dużo obrażeń, siny brzuszek; za to pojawiła się groźba szczepień na wściekliznę:-)
na szczęście nie trzeba było.
Futrzaki przeniosły się teraz na malutkie (też różowe) goździki :-). Są niesamowite. Drugi taki fajny "koliberek" to fruczak gołąbek. Jeszcze nie widziałam go w tym roku. Pewnie czeka, aż zakwitną floksy, choć surfiniami też nie gardzi. U mnie śpiewają przede wszystkim kosy. Też świetnie. A pobudki o 4.00 to norma. A oczy mam coraz bardziej podkrążone, jako że jestem nocnym Markiem :-) i nie wysypiam się jak należy. A wiewióreczki szkoda. Coraz ich mniej. Buziaki !
UsuńJaki ciekawy wpis ornitologiczny . Ogród pełen życia i w ogóle wokoło pełno życia , tylko trzeba umieć je dostrzec . Pozdrawiam serdecznie !
OdpowiedzUsuńBujankę zobaczyłam dopiero w tym roku, a przecież mydlnicę mam od wielu lat. Rzeczywiście trzeba umieć patrzeć. Cudowna wiosna trwa i cieszmy się nią ! Serdeczne uściski !
UsuńMam i ja swoje bogatki i chociaż wieszam im w ustronnych miejscach budki lęgowe z małymi otworkami one i tak gniazdują w szczelinach pod dachem tarasu gdzie i ruchliwie i nie najspokojniej. Ale za to można je obserwować od składania jaj do nauki fruwania. A poranne i wieczorne ptasie koncerty bezcenne.
OdpowiedzUsuńMaj i czerwiec to czas wspaniałych koncertów ptasich i żabich. taka muzyka nigdy się nie nudzi :-)
UsuńNatura na wszystko znajdzie sposób 🙂 a pszczoły uwielbiam,bo dzięki nim mamy co jeść. Cudowne owady.
OdpowiedzUsuńTo prawda. Pszczoły to wspaniale owady. Coraz ich mniej, niestety, bo człowiek niszczy je zapamiętale, a sztucznych zapylaczy nie ma i być może nie będzie.
Usuń