Był maj 2012, drugie spotkanie znajomych blogowych. Odwiedziłyśmy Ogród Botaniczny - było cudownie. Kwitły różaneczniki i azalie - raj dla oczu. Była nas spora grupka, dołączyły nasze sympatyczki - Wanda oraz Ewa 2, która teraz też bloguje. Na spotkanie przyjechała też Kurka Domowa, której blog wszystkie uwielbiałyśmy. I były to ostatnie szczęśliwe momenty w Jej życiu. Wkrótce po naszym spotkaniu dowiedziała się o swej okrutnej chorobie. Walczyła z nią dzielnie ale, niestety, nie wygrała tej batalii.
Nigdy już nie spotkałyśmy się w tym pięknym mieście ale myślę, że często wspominamy i spotkanie i miasto.





Smutny wpis, nostalgiczny i dający do myślenia . Treść smutna, ale wspomnienia o spotkaniu, o odbytych wtedy rozmowach pewnie wesołe i miłe i zdjęcia takie piękne , takie kolory.Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńByło naprawdę niezwykle sympatycznie. Tak, jak byśmy znały się wiele lat. Jednak wspólne pasje bardzo łączą . Uściski !
UsuńAniu, często myślę o Kurce, czasami wracam do archiwalnych wpisów i tam spotykam Jej komentarze, zawsze serdeczne; choć nie poznałam Jej osobiście, zaprzyjaźniłyśmy się "blogowo", jeśli tak można to nazwać. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńTo była bardzo dzielna dziewczyna/kobiet. I bardzo sympatyczna. Brak mi Jej blogu.
UsuńKurka jest w tej czerwonej kurtce.
UsuńMiłe są takie spotkania, my planowałyśmy takie w marcu w Łańcucie ale przez wirusa się nie udało. Pamiętam Kurkę i jej mężną walkę. A Ogród Botaniczny we Wrocku cudny i w pięknym miejscu
OdpowiedzUsuńWielka szkoda, że już Jej nie ma między nami. Była od nas dużo młodsza.
OdpowiedzUsuńPoznałam Cie od razu, pamiętam Twoje zdjęcie na zimowej, ośnieżonej kanapie i jako damę kapeluszową. Kiedy to było? Jeszcze na onetowym blogu czy już na tym?
UsuńEeeech... Pamiętam i też wracam myślami do tamtego spotkania. I pamiętam nasze pierwsze spotkanie w autobusie.:)))
OdpowiedzUsuńMiłe wspomnienia, chociaż zabarwione żalem, bo Kurka była wspaniała.
My wyszłyśmy jak trzy klasyczne wiedźmy: blond, ruda i czarna.:)
Buziaki od nas:)
Nie do wiary, że to już tyle lat minęło. Ja, dzięki blogowi Kurki zapewne, mam parę wspaniałych znajomych z Gdańska, już dawno nie wirtualnych, a realnych.
OdpowiedzUsuńUściski od nas !
Pamiętam nasze spotkanie i moje obawy, ale tak było jak piszesz, wydawało się, że znamy się od lat. To Kurka mnie ostatecznie ośmieliła i zmobilizowała. Tyle lat Aniu i znajomość blogowa przetrwała, a realna z Ewą i Vi trwa.
UsuńCzęsto wracam myślami do tego spotkania, byłam jeszcze we Wrocławiu, ale już w mniejszym składzie.
Ech....wzruszyłam się, bo na dodatek pogoda barowa.
Pozdrawiam serdecznie.
Tyle już lat Jej z nami nie ma. Mam jeszcze realny kontakt z Magdą, która mieszka stosunkowo blisko mnie. Czy Ewa jeszcze prowadzi blog ? Jeśli tak, to podaj mi jego adres, proszę. Uściski majowe !
UsuńEwa zaczynała kilka blogów, ale ostatni Turkusowe kropelki, jest z września 2016 i potem nic. Ewa już nie mieszka we Wrocławiu, ostatni raz widziałam się z nią 4 lata temu (chyba), czasem rozmawiamy na odległość i mamy kontakt na fb.
UsuńMnie już nie tak łatwo ruszyć stare kości, chociaż dusza by chciała.
Blogi te to trochę jak mityczny labirynt :), łapiesz koniuszek ten koniuszek nici tylko zamiast szukać wyjścia to wchodzisz....i wchodzisz...i wchodzisz :))). I jest coraz ciekawiej.
OdpowiedzUsuńLabirynt powoli zamienia się w ogromną ośmiornicę ;))). Ja zaczęłam od blogów wyłącznie ogrodowych i powoli wędrowałam śmielej w różne rejony ;). Dzięki temu poznałam wirtualnie i Ciebie Aniu ( z pożytkiem ! ;) - wiedza i piękny liliowiec) i Marię z Pogórza i wiele, wiele innych. Realnie poznałam Ewę - moją krajankę :)) oraz parę innych dziewczyn, z którymi utrzymuję cały czas kontakty fantastyczne !. A także, co baaaardzo ważne, dzięki blogowi mam dwa (wśród kilku ) cudne koty !!!! O zdobytej i wciąż uzupełnianej wiedzy że nie wspomnę :)!
Niestety, bloga wspominanej przez Was Kurki chyba? nie znam. Jeśli to nie tajemnica i blog jeszcze istnieje w internecie, proszę, podeślijcie jak trafić.
U mnie od wczoraj szczęśliwie wciąż pada, przyroda odżywa radośnie, mnie wszystkie możliwe stawy bolą od dwutygodniowego (między deszczami) rycia w ziemi ale nic to, uff! nie muszę podlewać tego co sadziłam ;)).
Serdeczności Aniu Tobie i blogowiankom ;).
Barbara
Sprawdzę, czy ten blog jeszcze istnieje. Straciłam wiele kontaktow, gdy zakończyłam swój poprzedni blog. U mnie też pada ( na szczęście), mam przerwę w ryciu w ziemi i mogę rozprostować kości, nadwyrężone pracą u podstaw :-)). Nasze kontakty, czy to wirtualne czy to realne, są bezcenne. Ja też poznałam masę osób, a i pozyskałam wiele roślin ( od Ciebie też), wieloma też się podzieliłam, jak to zwykle między zapalonymi ogrodniczkami :-). Na zdjęciu jestem w zielonej kurtce z kapturem na głowie, bo chyba mnie nie znasz :-). Pozdrawiam serdecznie i napiszę ten adres Kurki, jak tylko go znajdę.
UsuńNie ma już blogu Kurki. Sprawdzałam.
Usuń