Gdy patrzy się w stronę mojego siedliska z sąsiedniej, wioskowej ulicy, gdzie mają domki moje przyjaciółki, widać wielką kępę drzew, w której ukryte są zabudowania. Te drzewa to przeważnie olchy, topole, brzozy. Są na tyle duże, że przyciągają ptaki, które wiją w nich gniazda i… motyle. Tak, motyle ! W topolach lubią kryć się zawisaki, a w olchach lubi żyć np. wycinka sierpianka.
Jak ładnie ją nazwano ! Ciekawe, czy bardzo żarłocznie „wcina” moje olchowe liście ;).
Przydybałam ją nie na drzewie ( chyba nie miałabym szans), a na murze tzw. warsztatu – pięknie się tam komponowała.
I jeszcze dość powszechny motyl – rusałka żałobnik. W tym roku mało jest u mnie motyli. Nawet zazwyczaj najliczniejszych pawików. Kwitnie juz oregano, więc może przyleci ich więcej ? Uwielbiają te małe kwiatuszki.
Żałobnika rzadko widuję na kwiatach, za to uwielbia on np. stół na tarasie, wycieraczkę, jakąś suszącą się ściereczkę, a ostatnio upodobał sobie stary pieniek do rąbania drewna i tam właśnie został sportretowany.
sobota, 21 lipca 2012
niedziela, 15 lipca 2012
Widziane z okna
W tym roku pojawiło się u mnie kilka rodzin kopciuszków. Nie znałam ich wcześniej, a to takie miłe ptaszki. Ich śpiew jest bardzo charakterystyczny – przypomina uderzanie o siebie dwóch kawałków drewna. Cały dzień kręcą się wśród gałęzi, na moment gdzieś przysiadają ale zanim wyciągnę aparat, znikają w swoich bardzo ważnych sprawach. I oto siedząc przy komputerze i przerzucając zdjęcia z aparatu wreszcie je uchwyciłam ! Przez okno !
Oto pani kopciuszek, a właściwie panna, bo z pierwszego komentarza dowiedziałam się, że to ptaszek z tegorocznego lęgu. A pewnie panna, bo samiec ma małe lusterko na skrzydełku, którego tu nie widać ).
A tu jego hmmm… sempiterna, bo na tym zdjęciu wyraźnie widać jego rudy ogonek.
I jeszcze dawno nie widziany – zajączek. Wypatrzyłam go z kuchennego okna. Ciągle jest ich mało ale chyba są bezstresowo chowane, skoro w biały dzień chodzą po wiejskiej drodze i może to także jest przyczyna ich coraz mniejszej populacji ?
A tu jego hmmm… sempiterna, bo na tym zdjęciu wyraźnie widać jego rudy ogonek.
I jeszcze dawno nie widziany – zajączek. Wypatrzyłam go z kuchennego okna. Ciągle jest ich mało ale chyba są bezstresowo chowane, skoro w biały dzień chodzą po wiejskiej drodze i może to także jest przyczyna ich coraz mniejszej populacji ?
środa, 11 lipca 2012
Przygoda z dalią
Już nie raz pisałam, że wyjątkowo kocham dalie. To cudowne, choć czasem kapryśne kwiaty. Ich karpy często źle się przechowują, czasem traci się cenne okazy. Bardzo lubiłam moją wysoką, fioletowo-białą, która nie przeżyła swojej chyba trzydziestej zimy i usiłowałam ją gdzieś zdobyć. W okolicznych sklepach takiej nie było ale od czego jest Internet ? W zeszłym roku przysłano mi dalie z kilku sklepów, dwie nawet były tymi pożądanymi ale dostałam tez taką (oczywiście jako fioletowo-białą):
Dostałam też bardzo do niej podobną czerwono-białą ( nie przeżyła zimy), a tej wiosny przysłano mi karpę Vancouver ( ślicznej, fioletowej z białym brzegiem). A zakwitła tak:
Sama kupiłam, u dobrego sprzedawcy, dobrze ometkowaną, zaopatrzoną w zdjęcie, dalię Cafe au lait. Bardzo byłam jej ciekawa. Zakwitła już.
Jak widać jest trochę mleka ale gdzie ta kawa ???
Tym oto sposobem stałam się szczęśliwą posiadaczką trzech prawie takich samych dalii. Nie żałuję ale jednak tęsknię i za Vancouver i za Mingus Randy i za Cafe au lait )).
Dostałam też bardzo do niej podobną czerwono-białą ( nie przeżyła zimy), a tej wiosny przysłano mi karpę Vancouver ( ślicznej, fioletowej z białym brzegiem). A zakwitła tak:
Sama kupiłam, u dobrego sprzedawcy, dobrze ometkowaną, zaopatrzoną w zdjęcie, dalię Cafe au lait. Bardzo byłam jej ciekawa. Zakwitła już.
Jak widać jest trochę mleka ale gdzie ta kawa ???
Tym oto sposobem stałam się szczęśliwą posiadaczką trzech prawie takich samych dalii. Nie żałuję ale jednak tęsknię i za Vancouver i za Mingus Randy i za Cafe au lait )).
niedziela, 8 lipca 2012
Kocia sjesta
Upały dały się wszystkim we znaki. Siedlisko też jest rozgrzane do czerwoności ( makowej :)) ). Praca w ogrodzie jest praktycznie niemożliwa, jeść się nie chce (to dotyczy tylko mnie), a największe powodzenie mają zacienione miejsca, w których można schronić się na sjestę, najlepiej całodzienną (to dotyczy wszystkich mieszkańców Siedliska).
Nasze młodsze koty wybrały sobie kawałek tarasu, starsze wolą spać w domu.
Sielanka nie trwała długo, bo w umyśle Bolka powstał pewien plan. Dusia ma lepiej, może wąchać nasturcje ! Ja tez tak chcę ! Trzeba ją wygonić !
W Bolku siedzi jakiś demon – chyba tak powinien miec na imię. Demon – niezłe !
Dusia nie dała się sprowokować. Demon wraca na miejsce.
Chęć wygonienia Dusi nie daje mu spokoju.
Dusia już jest zła ( położyła uszy po sobie). Jako rozsądna kobieta nie walczyła ze smarkaczem i poszła szukac innego miejsca. Demon jest trochę zaskoczony, że poddała się bez walki, bo walka to jest to, co najbardziej lubi.
Sielanka nie trwała długo, bo w umyśle Bolka powstał pewien plan. Dusia ma lepiej, może wąchać nasturcje ! Ja tez tak chcę ! Trzeba ją wygonić !
W Bolku siedzi jakiś demon – chyba tak powinien miec na imię. Demon – niezłe !
Dusia nie dała się sprowokować. Demon wraca na miejsce.
Chęć wygonienia Dusi nie daje mu spokoju.
Dusia już jest zła ( położyła uszy po sobie). Jako rozsądna kobieta nie walczyła ze smarkaczem i poszła szukac innego miejsca. Demon jest trochę zaskoczony, że poddała się bez walki, bo walka to jest to, co najbardziej lubi.
środa, 4 lipca 2012
Rzadki gość
Widuję je od wielu lat – raz częściej, raz rzadziej ale najczęściej słyszę ich melodyjny gwizd.
WILGI mieszkają w naszej wsi !
Teraz często widuję ich żółte brzuszki, gdy przelatują w swoich ważnych sprawach akurat nad Siedliskiem.
A wczoraj zobaczyłam pana Wilgę na moim dębie [i nie był to kukułek - moje córki wiedzą, z czego się śmiać ;))]
A dla ochłody w te skwarne dni – ulubione nasturcje i najpiekniejsze liliowce.
A dla ochłody w te skwarne dni – ulubione nasturcje i najpiekniejsze liliowce.
środa, 27 czerwca 2012
Czerwcowe maki
Moje ulubione maki islandzkie same rozsiewają się co roku ale zauważyłam jakiś regres, dotyczący głownie kolorów, czasem i wzrostu. Będę musiała wysiać je sama, może nawet z nowo zakupionych nasion.
Teraz opanowały warzywnik ( i tak wczesną wiosną wyrwałam mnóstwo sadzonek, bo nawet nie miałbym gdzie wysiać roślin jadalnych). Zrobiłam zdjęcie marchewkowej grządki ale go nie zamieszczę. Ogrodowi ortodoksi, zgorszeni, przestaliby zaglądać na blog )), albowiem marchew przerastają maki, kwitnąca juz kolendra, czerwonolistna łoboda i wysiana przypadkiem, tez kwitnąca, sałata.
A maczki, w marchwi czy tez wśród innych roślin, szykują się na doroczny Bal Kwiatów i makowe panienki prasują swoje sukieneczki z cienkiej bibułki.
piątek, 22 czerwca 2012
Rozmaitości (2)
Często odwiedzamy się z sąsiadkami, bo po pierwsze – lubimy się, a po drugie – by bystrym oczkiem wypatrzeć jakieś nowości albo po prostu popodziwiać to, co właśnie kwitnie (a między nami kwitnie cichutka rywalizacja :DD).
I właśnie w zeszłym roku, w czasie takiej wizyty, doznałam lekkiego bezdechu. Z podziwu.
Na klombie rosła wielka kępa wspaniałych, w pełnym rozkwicie, czerwonoamarantowych, maków. Dostałam nasionka i zapewne część wysiałam jesienią ( choć kompletnie tego nie pamiętam), bo właśnie jedna kępa mi zakwitła. Maki wysiane wiosną mają dopiero ok. 7 cm i będą cieszyły oczy pod koniec lata.
Tę lilię – White Tiger -kupiłam przypadkowo. Zaplątała się między cebule lilii królewskich, których pąki wymarzły mi w maju. Widać ta jest odporniejsza, bo przetrzymała wszystkie chłody i właśnie kwitnie.
A tu kwitnie Dusia, która juz pewnie nie wyobraża sobie innego domu i czuje się tak dobrze, że zajmuje miejsce Julki na ulubionej, julkowej ławeczce.
Zajmuje też wszelkie inne miejsca, bo każde jest dobre – jeśli nie do drzemki, to do poobserwowania okolicy.
Tę lilię – White Tiger -kupiłam przypadkowo. Zaplątała się między cebule lilii królewskich, których pąki wymarzły mi w maju. Widać ta jest odporniejsza, bo przetrzymała wszystkie chłody i właśnie kwitnie.
A tu kwitnie Dusia, która juz pewnie nie wyobraża sobie innego domu i czuje się tak dobrze, że zajmuje miejsce Julki na ulubionej, julkowej ławeczce.
Zajmuje też wszelkie inne miejsca, bo każde jest dobre – jeśli nie do drzemki, to do poobserwowania okolicy.
niedziela, 17 czerwca 2012
Rozmaitości
Zmienna, czerwcowa pogoda trochę mnie rozleniwiła. Najpierw ulewne deszcze i burze, teraz upały. Taka pogoda jakoś nie nastraja do robót ogrodowych. A w ogrodzie roboty huk, bo chwasty nie dają za wygraną, trzeba nie tylko odchwaszczać ale i pikować rozsady, wymieniać się sadzonkami z sąsiadkami, jednocześnie omawiając aktualne wydarzenia – jednym słowem czy budzi się we mnie zwierzę ( leniwiec, oczywiście) czy nie, do pracy brac się trzeba. Na szczęście tu i ówdzie czekają nagrody. Troskliwa pielęgnacja sprawiła, że kupiony we Wrocławiu wielosił jest już tak piękny – to stan 2 tygodnie po zrobieniu poprzedniego zdjęcia. W przyszłym roku będzie to już duża kępa.
A w tle zarośla jednorocznych ostróżek, które rozsiewają się obficie po całym ogrodzie ale są tak wdzięczne, że nie mam serca ich usuwać , nawet gdy nie bardzo mi pasują do kompozycji.
A tu inna nagroda – pierwsza kania 2012 !!!!!
Tak wyglądala wczoraj rano. A dziś przed chwilą ( 15.00) już tak….
Jutro będzie na obiad i może oszczędzę Wam widoku grzyba na talerzu, bo ślinianki mogą nie wytrzymać ))).
Nie mogłam się powstrzymać, by nie zamieścić tego zdjęcia. Cookie, choc trudny ma charakter, często rozśmiesza mnie do łez. Tu właśnie czeka na obiad pod tytułem „padłam z głodu, chyba nie wyżyję”.
A tu inna nagroda – pierwsza kania 2012 !!!!!
Tak wyglądala wczoraj rano. A dziś przed chwilą ( 15.00) już tak….
Jutro będzie na obiad i może oszczędzę Wam widoku grzyba na talerzu, bo ślinianki mogą nie wytrzymać ))).
Nie mogłam się powstrzymać, by nie zamieścić tego zdjęcia. Cookie, choc trudny ma charakter, często rozśmiesza mnie do łez. Tu właśnie czeka na obiad pod tytułem „padłam z głodu, chyba nie wyżyję”.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Kącik nowości ogrodniczych
Był piękny kiermasz rzeczy wszelakich przy hali we Wrocławiu. Sery, miody, wypieki i …a jakże, roślinki !!!!!. Rzuciłam się ochoczo, z błyskiem w oku, pomiędzy porozstawiane wszędzie skrzynki i skrzyneczki. Dużo było, pięknie było, kwietnie i kolorowo ! Były też, niestety, pewne hamulce : moje drogie koleżanki, które przestrzegały harmonogramu spotkania i przeznaczyły mi na buszowanie w kwiatach tylko 15 min i…ceny. W końcu zdecydowałam się tylko na wielosił o zielono-białych liściach ( pierwszy raz taki widziałam, nigdzie u nas go nie ma) i pierwiosnek, jakiego tez tu nigdzie nie widziałam.
W zeszłym roku kupiłam różowy zawilec, który teraz ładnie mi zakwitł. Mam te wczesne żółte i białe oraz trochę późniejsze – białe, wielkokwiatowe, do których teraz dołączył ten różowiaczek.
Jestem też szczęśliwą posiadaczką czerwonego orlika o pełnych kwiatach. Mam juz takie białe, bladoniebieskie, bordo ( zaginęły) i różowe. Nawet w moich starych, fioletowych, trafiają się puszyste główki ale czerwonego wcześniej nawet nie widziałam.
I na koniec fotografia, prawdopodobnie historyczna, funkii o białych liściach.
Nosi ona wdzięczną nazwę „White Feather” i jest właściwie w zaniku. Wątpię, czy uda mi się ją uratować ale z kronikarskiego obowiązku przedstawiam tego białego [; ) ] kruka.
W zeszłym roku kupiłam różowy zawilec, który teraz ładnie mi zakwitł. Mam te wczesne żółte i białe oraz trochę późniejsze – białe, wielkokwiatowe, do których teraz dołączył ten różowiaczek.
Jestem też szczęśliwą posiadaczką czerwonego orlika o pełnych kwiatach. Mam juz takie białe, bladoniebieskie, bordo ( zaginęły) i różowe. Nawet w moich starych, fioletowych, trafiają się puszyste główki ale czerwonego wcześniej nawet nie widziałam.
I na koniec fotografia, prawdopodobnie historyczna, funkii o białych liściach.
Nosi ona wdzięczną nazwę „White Feather” i jest właściwie w zaniku. Wątpię, czy uda mi się ją uratować ale z kronikarskiego obowiązku przedstawiam tego białego [; ) ] kruka.
niedziela, 3 czerwca 2012
Jeszcze raz ogród jak sen
Pięknie i nastrojowo jest w Ogrodzie Botanicznym we Wrocławiu. Moja dusza kolekcjonera roślin była tam jak w raju. Dla mnie raj mógłby właśnie tak wyglądać – wielkie, kwietne rabaty, kolory, kształty, niezwykłe drzewa i krzewy (i żadnego węża, skorupiaka ani nawet kleszcza w pobliżu).
Ech, nigdy nie będę miała takich irysków ( to te wczesne, miniaturowe).
Jedyna kępa, która może przypominać te w Ogrodzie, to moje irysy syberyjskie, które pięknie przetrzymały tę zimę (90% wielkokwiatowych wymarzło).
Dividia chińska zauroczyła mnie – co za niezwykłe drzewo !
Zwykły rabarbar tez może być piękny.
Nasze przemiłe sympatyczki – Wanda i Ewa obdarowały nas aniołkiem-dzwonkiem i medalem ze smokiem wawelskim (który Ewa wykonała własnoręcznie). Mój smok nie zionie ogniem, tylko wącha kwiatki – takiego się nie boję )).
Do zobaczenia za rok, moje kochane Dziewczyny !
Jedyna kępa, która może przypominać te w Ogrodzie, to moje irysy syberyjskie, które pięknie przetrzymały tę zimę (90% wielkokwiatowych wymarzło).
Dividia chińska zauroczyła mnie – co za niezwykłe drzewo !
Zwykły rabarbar tez może być piękny.
Nasze przemiłe sympatyczki – Wanda i Ewa obdarowały nas aniołkiem-dzwonkiem i medalem ze smokiem wawelskim (który Ewa wykonała własnoręcznie). Mój smok nie zionie ogniem, tylko wącha kwiatki – takiego się nie boję )).
Do zobaczenia za rok, moje kochane Dziewczyny !
Subskrybuj:
Posty (Atom)













































