środa, 25 czerwca 2014

Piwonie czy peonie ?

Różnie nazywamy te piękne kwiaty. Jedni mówią piwonie, inni - peonie ( do tych ja się zaliczam).
Może decyzje co do nazwy pomogą nam podjąć te zdjęcia :-)))).

To są piwonie.



























A to są peonie.




























Zdjęcie piwonii pochodzi z Internetu - dzięki, Teniu !

piątek, 20 czerwca 2014

Warzywnik

Uprawa warzyw nigdy mnie specjalnie nie interesowała - "robiłam" w kwiatach. Postępująca chemizacja i zatruwanie wszelkiej żywności, którą częstują nas w sklepach i na targach spowodowały, że więcej uwagi poświęcam skrawkowi ziemi, przeznaczonemu pod uprawę jarzynek. Hmmm..., jak się okazało, nie tylko ja polubiłam to miejsce. Powoli przeprowadziły się tam rośliny na ogół uważane za niejadalne :-). W wyniku tej migracji, pośród mrowia maków, nagietków i obficie kwitnącej kolendry, nieśmiało zdobywają sobie miejsce do życia pomidory, marchewki, dynie oraz inne pożyteczne rośliny.
Wiosną starałam się oczyścić warzywnik z "naleciałości" , wyrywałam siewki maków ale trochę zostawiłam, bo przecież strasznie je lubię i serce mnie bolało, że nie będę ich latem podziwiać. I to "trochę" przekształciło się w gęsty las ( a i tak pousuwałam te najpospolitsze, pojedyncze, czerwone).
Moim sąsiadkom troszkę szczęka opada, gdy widza coś takiego :



  Nie wiem, jaki na Waszych monitorach jest kolor tego maku ale w naturze jest łososiowy. Nie wiem, skąd taki się wziął, bo miałam tylko wszelkie odcienie różu, czerwieni i bieli. Kolejne zapylenia dały taki świetny efekt - teraz poczekam, by pojawiły się łososiowe o pełnych kwiatach.   

środa, 11 czerwca 2014

Rosła, rosła i wyrosła...

Muszę, po prostu muszę, pokazać moje tegoroczne cudo. To niebieska ostróżka. Ostróżki znam od dzieciństwa.  Wraz z peoniami są dla mnie sentymentalną podróżą do lat najszczęśliwszych i nigdy nie zabraknie ich w moim ogrodzie. Ale....jak to z miłościami bywa, nie wszystkie są odwzajemnione :-). Kupuję ostróżki co roku, bo rosną u mnie sezon lub dwa i znikają. To samo spotyka te, które sama wysiewam. Nie wiem, co takiego im się nie podoba. Wędruję z nimi po całym ogrodzie w nadziei, że wreszcie gdzieś im będzie dobrze. I kto wie, może takie miejsce znalazłam ?



Ciekawe, że obok rosną dwie inne - biała i fioletowa i są o połowę mniejsze.

czwartek, 5 czerwca 2014

Kącik nowosci ogrodniczych

Nie wszystkie nowości to prawdziwe nowości - niektóre okazy są dobrze znane ale goszczą w moim ogrodzie po raz pierwszy. Nabywam je nie tylko drogą kupna ale też wymiany i darowizny od moich serdecznych znajomych i przyjaciółek. Szczególnie rośliny kupowane na targu często nie mają nazwy albo tylko nazwę zwyczajową - np. kupiłam oryginalną trawkę, która sprzedawczyni nazwała "buławką", srebrne ziółko nazwała "maggie", bo tak pachnie i smakuje. Na szczęście Felka, moja pilna i juz znajoma ( choć tylko wirtualnie) czytelniczka, podrzuciła mi nazwę strony, na której trzeba się zalogować i wysłać zdjęcie nieznanej rośliny : www.swiatkwiatow.pl . Ludzie w mig rozpoznają roślinkę - naprawdę mają ogromną wiedzę. Dzięki odwiedzającym tę stronę już wiem, że moja trawka to turzyca Graya, a maggie - to kocanka włoska ( jej odmiana pachnie i smakuje jak curry - darowała mi ją przyjaciółka ale mimo solidnego okrycia nie przeżyła zimy).
Od Felki dostałam kallę ogrodową. Zakwitła juz czerwona, a biała lub żółta już ma pąk. To żółte w lewym górnym rogu to tez dar :-) i nawet ma nazwę  - Liska:-).




























To krzew goya od Egretty. Rosnie jak na drożdżach, musiałam go mocno przycinać. Czekam teraz na owoce.




























Poniżej mięta o zapachu truskawek. Wspaniała !



 Dobrze znany dyptam, czyli krzew Mojżesza. Miałam go bardzo dawno temu i gdy zobaczyłam na targu dorodną roslinę, nie mogłam jej się oprzeć.

A tu niespodzianka z gatunku mniej miłych. Kupowałam peoniową peonię ( czyli o pełnych kwiatach, jakie znamy i kochamy), a wyrosło i zakwitło mi coś takiego :-). Gdy krzew się rozrośnie i obficie zakwitnie, pewnie będzie pięknie wyglądał  - na razie jest skrooomny.





niedziela, 1 czerwca 2014

Dzień Dziecka

Dziś jeden z najmilszych dni w roku - Dzień Dziecka.
Wszystkim dzieciom - najmłodszym, średnim, dużym i tym całkiem, całkiem dużym życzę, by  były szczęśliwe, by zawsze miały powody do śmiechu, a nigdy do łez i by to małe dziecko w środku każdego z nas nigdy nie zaginęło.
Posyłam Wam tyle buziaków, ile jest kwiatków na tych zdjęciach !




środa, 28 maja 2014

Secesja w ogrodzie

Dla mnie ten przyjemny dla oka kierunek w malarstwie to właśnie kwiaty : irysy, nasturcje, pnącza.
Przepiękne, roślinne freski  Wyspiańskiego w kościele franciszkanów w Krakowie zapierają dech w piersiach, a w majowym ogrodzie - właśnie irysy. Nie mają sobie równych w subtelnym, eleganckim kształcie płatków, w ich cudownej kolorystyce, zwiewnej "materii" płatków - urok i piękno w jednym.
Jeszcze niedawno miałam niezłą kolekcje tych cudownych kwiatów. Niestety, zostały mi tylko najodporniejsze, najpospolitsze.  Już nie walczę, nie sprowadzam nowości - poddałam się. Niech tu rasnie tylko to, co się dobrze czuje i wytrzymuje nędzna glebę, napór chorób i szkodników. Ale przeciez i te najzwyklejsze kwiaty są urocze i cieszą oko.








środa, 21 maja 2014

Tamaryszek budzi wspomnienia

Kwitnący tamaryszek poruszył we mnie dawno nie trącane struny i zebrało mi się na wspomnienia.
Miałam wielkie szczęście mieszkać w dużym mieście ale w enklawie zieleni i spokoju. Uwielbiałam swój dom rodzinny, w którym przyszłam na świat. Darowany mi był ohydny i bezduszny szpitalny pobyt. Moja mama usiłowała wydać mnie na świat, w czym pomagała jej akuszerka, a w pokoju obok tatuś z wujkiem lekarzem pili zdrowie położnicy i co jakiś czas wołali : no jak tam, już jest????). Jeszcze bardziej uwielbiałam ogród, który był moim prawdziwym rajem. Był dość duży, jak na warunki miejskie - ponad 1000 m.kw. Znakomitą większość stanowił brzozowy las ( drzewa miały ok. 100 lat), a przy domu było duża grządka z warzywami i kilka drobniejszych z kwiatami. Kochałam je, ale zajmowała się nimi mama. Ja z doskoku troszkę pieliłam ale w gruncie rzeczy buszowałam w truskawkach, poziomkach i pomidorach, które rosły sobie pod gołym niebem, na prawdziwym słońcu, nie miały zamiaru na nic chorować i były po prostu przepyszne. Troszkę wiedzy ogrodniczej musiało mi się gdzieś przesączyć, bo w kilka lat później...
Zdałam na naszą politechnikę i byłam z tego niesłychanie dumna, bo w zasadzie zdecydowałam się w ostatniej chwili przenieść na nią papiery z uniwersytetu. Dzielnie walczyłam o utrzymanie się na pierwszym roku ( strasznie dużo musiałam nadrobić z fizyki, która w moim liceum leżała plackiem poniżej poziomu podłogi) i pomógł mi w tym....tamaryszek. Tak, tak, wiem, że to idiotyczne. Ale rzecz wyglądała tak : nasza politechnika skupiona była w jednym miejscu - w przeciwieństwie do uniwerku, który rozrzucony był po całym mieście. Między poszczególnymi pawilonami było sporo zieleni, nawet basen był na naszym terenie. I na jednym z obszernych trawników rósł sobie zachwycający krzew. Rozpościerał na wszystkie strony przewieszające się gałęzie, pokryte delikatnymi, różowymi kwiatuszkami. Ten widok zaparł mi dech w piersiach. Nie widziałam nigdy wcześniej tak pięknego zjawiska, ale gdzieś z głębi szarych komórek od razu wypłynęła nazwa : tamaryszek. Pewnie musiałam widzieć w jakimś czasopiśmie albo w TV ( tak, w tych zamierzchłych czasach juz całkiem odważnie raczkowała). I ten widok spowodował dodatkową motywację : muszę, po prostu muszę, oglądać go co rok, a więc do roboty, droga Aniu i proszę mi tu zdawać kolejne kolokwia i egzaminy i da capo al fine. I tak się stało.
Czyż muszę dodawać, że tamaryszek zawsze rósł w moich kolejnych ogrodach ???





piątek, 16 maja 2014

Ostatni tulipan

Nadszedł, niestety, moment, w którym trzeba sobie powiedzieć : żegnamy tulipany. Niedługo skończy kwitnienie ostatni tulipan. Jest przepiękny - miał być zielono-żółty ale jego barwa jest dużo bogatsza.

Jesienią kupię więcej tych cebulek - dokupię też zielono-białe. Tak je lubię, że nawet jeśli będą tylko jednoroczne,   to muszę je mieć.

środa, 14 maja 2014

Zapowiedź szczęścia ?

Ewa2 czyli Ewa z Kotem zainspirowała mnie do poszukiwania pięciopłatkowych kwiatków bzu. Bzu-ci u mnie dostatek, zaczęłam od ciemnego i znalazłam....                                                                               































Ciekawe, czy trzypłatkowy kwiatek tez przynosi szczęście ? Na wszelki wypadek uznaję, że TAK ! No, to mając takie dary od losu, mogę zasiąść spokojnie, kręcić młynka palcami i czekać, aż spłyną na mnie wszelkie łaski ;-).
Nie przeglądałam już innych krzaczków, bo lepiej losu nie prowokować - co za dużo, to niezdrowo :-)))

poniedziałek, 12 maja 2014

Dwa lata temu...

Dwa lata temu spotkałyśmy się we Wrocławiu - Kurka Domowa, Vinniczek, Ewa i Ewa z Kotem, Aga, Magdalena, Wanda i ja. Spędziłyśmy przemiły dzień. Nagadałyśmy się, naśmiałyśmy, nafotografowałyśmy różnych cudeniek w Ogrodzie Botanicznym. Były to ostatnie beztroskie i szczęśliwe chwile Kurki - Marioli. Po kilku dniach juz wiedziała, że jest poważnie chora i całe jej życie przewróciło się do góry nogami. Jej silna wola życia, wrodzony optymizm i zaprawa w braniu się z życiem za bary pewnie zwyciężyłyby każdą inną odmianę raczyska ale trafił jej się wyjątkowo zjadliwy...Nie dała mu rady.
Wspominam Ją, ilekroć patrzę na roślinki, które wtedy z nią kupiłam. Czasem wracam do jej bloga, podziwiam znów wspaniałe zdjęcia, czytam notki i ciągle ciężko mi na sercu.
Niedługo minie rok, odkąd jej z nami nie ma.