Bleeeee….znów zawiało na biało. Powiało tez chłodem i mrozem. Czy świstak przyjmuje reklamacje ? Gdzie ta wczesna wiosna ? U nas, na szczęście, śniegu niewiele ale pod spodem jest skorupka śnieżno-lodowa, co zapewne utrudnia bażantom i żurawiom ( tak, tak, przyleciały – słyszałam je wczoraj cały dzień, nawet o 22.00 !) poszukiwanie jedzenia. Małe ptaszki wróciły tłumnie do mojej stołówki, a ja cieszę się, że zjedzą wszystkie zapasy. Nawet chyba jutro będę musiała dokupić trochę pszenicy i słonecznika, bo apetyt mają trudny do zaspokojenia. Biedne żurawie muszą jakoś przebidować cały tydzień, bo u nas dopiero w sobotę będzie nieco cieplej. I cały tydzień będę musiała czekać, by znów zobaczyć moje przebiśniegi i całkiem już spore tulipanki. By zachęcić wiosnę do odwiedzenia Siedliska, kożuszek wraz z drutem wyniosłam na strych. Zdjęcia ptasiej stołówki zrobione są dzisiaj.
niedziela, 10 marca 2013
środa, 6 marca 2013
Nadzieja…
Dzisiejszy wspaniały dzień – pełne słońce, 14 st.C – wzbudził nadzieję na rychłą wiosnę. Zamykam uszy na jakieś dziwne opowieści o przyszłotygodniowych mrozach, odplątuję ostatni drucik z zimowego kożuszka i nasycam się dzisiejszym ciepłem, a ze mną uszczęśliwione bieganiem po ogrodzie psy i koty. Wiosnę zapowiadają rozwinięte już przebiśniegi, samotny rannik, który przetrwał zeszłoroczna zimę i nieśmiało się rozmnaża oraz leszczyna.
Ale w pierwszym szeregu, jak co roku, dumnie rozwija listki wiciokrzew. To prawdziwy pionier.
środa, 27 lutego 2013
Przedwiośnie
W Siedlisku zaczynamy ( bardzo ostrożnie) myśleć, że zima już za nami. Śniegi stopniały, sikory dzwonią radośnie, suczki zaczynają zmieniać futerko – oj, chyba naprawdę przedprzedwiośnie ante portas. Tulipany kiełkują, a nawet znalazłam jednego [ tylko jednego ] kwitnącego przebiśniega. Ciekawy to okaz – nie mam pojęcia, skąd się u mnie wziął. Jest nieco inny od tych popularnych – dużo wyższy ( choć nie na tym zdjęciu – tu jeszcze jest malutki) i ma większy dzwoneczek . Bardzo trudno mi go rozmnożyć, choć co roku przykopuję jego nasionka .
Jego krewniacy muszą jeszcze poczekać na kilka dni słońca i ciepła, by znów zachwycić swoimi skromnymi ale wdzięcznymi kwiatkami. Już za chwileczkę, już za momencik doczekamy się wiosny ! Zdecydowanie bliżej jest niz dalej !
środa, 20 lutego 2013
Co za gość !
Dziś rano wypuściłam suczki na świeży śnieżek i z przyzwyczajenia zerknęłam w przedpokojowe okno, czy moje ptaszki już jedzą i czy nie trzeba im ziarna dosypać. I zamarłam. Słoninkę jadło jakieś ogromne ptaszysko. Musiało być bardzo głodne, skoro psy go nie spłoszyły. Jeden skok po aparat i juz go miałam. Prawie…, bo właśnie w tym momencie Liska podbiegła do jabłonki, a tego biedak już nie zdzierżył. Zdjęcie zrobiłam ale bardzo słabe. pocieszałam się, że wróci, bo widziałam, że daleko nie odleciał – siedział na drzewie u sezonowych sąsiadów. I rzeczywiście – głód go przygnał ! Teraz mogłam zrobić lepsze zdjęcia i przyjrzeć mu się spokojnie. Pozował jak zawodowiec, nawet w pewnym momencie spojrzał mi prosto w oczy. Potem pokazał profil we wdzięcznej pozie i powrócił do konsumpcji.
Najpierw myślałam, że to orzeł (no, nie śmiejcie się, naprawdę był to wielki ptak, a orły u nas są). Żółta plamka między oczami dała mi do myślenia i z pomocą mojej wiernej książki zidentyfikowałam go jako myszołowa. Ciekawe, że ptaszki wcale się go nie bały.
niedziela, 17 lutego 2013
Dzień Kota
To był świetny pomysł – ustanowić Dzień Kota ! Moje pieszczochy dostaną po kawałku pysznej wołowiny i super porcję pieszczot. Biedne, bezdomne i zamknięte w schroniskach zwierzaki nie dostaną NIC. Życzę Wam, miłe mruczusie, byście znalazły dom i dobrych ludzi, którzy Was nakarmią i przytulą. Moje koty przyłączają się do tych życzeń, bo ( z wyjątkiem Cookie), wszystkie które miałam to były znaleziska i dobrze wiedzą, jak ciężkie potrafi być kocie życie. Suczki [ jing i jang ]dołączają się do życzeń.
niedziela, 3 lutego 2013
Dzień Świstaka czyli zielono mi…
Wczorajszy Dzień Świstaka dał nam nadzieję na szybką wiosnę, bo świstak nie zobaczył swego cienia !!! Ale byłoby dobrze ! Może już nie będzie takich obrazków jak ten ? Hipcia utknęła w zaspie, a obie suczki podbiegły do niej jakby chciały jej pomóc.
A czemu zielono mi ? To mój ulubiony ciemiernik, który dzielnie przetrwał dotychczasowe mrozy i śniegi, okryty na wszelki wypadek agrowłókniną. Czyż nie jest piękny ?
A czemu zielono mi ? To mój ulubiony ciemiernik, który dzielnie przetrwał dotychczasowe mrozy i śniegi, okryty na wszelki wypadek agrowłókniną. Czyż nie jest piękny ?
niedziela, 27 stycznia 2013
Co słychać w Kosmosie ?
W środku zimy w Siedlisku słychać szuranie odśnieżającej biały opad łopaty, miłe trzaskanie ognia w piecu, chrapanie kotów i szelest kartek z namiętnie czytanych różnych książek – głupich, mniej głupich, czasem nawet mądrych – jednym słowem – POCIESZYCIELEK. Bo naprawdę nam dosypało. Kontrolna warstwa na starej studni pokazuje ok. 30 cm (na szczęście to nie jest jednorazowy opad, tylko dwutygodniowa zbieranina).
Nasza najstarsza starowinka Hipunia ciągle cieszy się śniegiem, odważnie forsuje wcale niemałe zaspy i jest przeszczęśliwa. Koty zdecydowanie odmówiły wychodzenia z domu ( jednak to naprawdę mądre istoty), reszta towarzystwa wyskakuje tylko dla załatwienia swoich naturalnych potrzeb.
A pani ? A pani musi opuścić przyjazne miejsce przy piecu !!! Pani musi pojechać przez zaśnieżony las do miasteczka ( a zawieszenie mamy niskie, oj, niskie i czasem szorujemy brzuszkiem na leśnej drodze !) , zadbać o wszelkie potrzeby tych piecuchów , zadbać o odśnieżanie i palenie w piecach, o dosypywanie ziaren do karmnika i w ogóle zadbać, byśmy wszyscy doczekali wiosny w dobrej formie.
Ojojojoj ! Tak się zmęczyłam tym pisaniem, że chyba muszę udać się na z góry upatrzone stanowisko, zepchnąć suczki z poduszek i wrócić do ulubionych lekturek. I wiecie co ? Chyba jednak lubię tę zimę !!!!
sobota, 19 stycznia 2013
Kącik staroci – raz jeszcze
Ten
uroczy stolik brydżowy mąż dostał dawno temu od swojej mamy. Mąż
był zapalonym brydżystą, grał głównie towarzysko ale czasem
brał udział w turniejach. Stolik jest rozkładany, wyłożony
zielonym suknem. Wiele rozdań widział, bo stała czwórka brydżowa
spotykała się regularnie, po kolei u każdego. Z czasem coraz mniej
było rozgrywek, a coraz więcej rozmów o życiu i różnych jego
przejawach, coraz więcej naleweczek zużywano ale najważniejsze
były spotkania. A potem kolegów zaczęło ubywać.
Cztery i pół roku temu dołączył do nich mój mąż i teraz pewnie znów rozgrywają roberka za roberkiem – gdzieś tam – na chmurce ?
Cztery i pół roku temu dołączył do nich mój mąż i teraz pewnie znów rozgrywają roberka za roberkiem – gdzieś tam – na chmurce ?
piątek, 11 stycznia 2013
Już się bałam...
Już się bałam, że zima na ramiona moje spadła w sensie absolutnie dosłownym. Tak było w Siedlisku kilka dni temu…
Wydobyłam szuflę do odśnieżania, mówiąc sobie : trudno, trzeba będzie wziąć sie do pracy od postaw ale zanim się zdecydowałam odrzucić pierwszą porcje z 12-centymetrowej warstwy mokrego śniegu, przypomniałam sobie dobre rady mojej córki. Otóż jedna z nich brzmiała : mamusiu, jeśli chcesz zrobić coś ciężkiego, to połóż się, wyciągnij ręce wzdłuż tułowia i spokojnie czekaj, aż ci przejdzie. Hmmm…dzieci naprawdę mają czasem rację. Śnieg stopniał, zrobiło się zielono i wiosennie. Co prawda teraz znów coś tam kapie z nieba, robi się biało ale już jesteśmy zahartowani i żadnej pracy się nie boimy. A nawet czasem budzi się w nas zwierzę….leniwiec mianowicie.
A tak naprawdę, to jestem przygotowana na wszystko – zapas pszenicy – 30 kg, słonecznika – ponad 10 kg, słoniny – co najmniej 2 kg w zamrażarce. Pasza dla futrzaków i ludzi tez zgromadzona, przyjemna lektura i dobre filmy czekają. Teraz pozostaje tylko zadrutować kożuszek, wzorem syberyjskich dziadków i czekać wiosny.
Oby szybko nadeszła ! Bo nalewek coraz mniej w baniaczkach ;)
piątek, 4 stycznia 2013
Wilczomlecze
Święta, święta i już po…Sylwester odespany, Nowy Rok też już za nami. Dojedliśmy resztki ciast, schrupaliśmy orzeszki, objedliśmy się prawdziwym, domowym bigosem i teraz boimy sie wejść na wagę [ a przynajmniej niektóre z nas ] . Co nam zostało oprócz nadwagi ? Na przykład poinsecja. Będzie jeszcze długo kwitła i rozjaśniała szare dni. Poinsecja należy do wilczomleczy, a wilczomleczy jest ( wg Wikipedii od 1600 do 2000 gatunków).
Jestem posiadaczka skromnej kolekcji – w ogrodzie mam tylko 3 gatunki : złocisty ( który nazywałam wiosennym), białobrzegi ( jednoroczny) i dziki ( tzw. sosenka). Ten białobrzegi często siała moja mama i bardzo mnie bawiło, gdy głośno wystrzeliwał swoje nasionka. Siedziało się spokojnie na leżaczku albo pieliło, rozmyslając o niebieskich migdałach, a tu co jakiś czas trzask, trzask, roślinka do nas strzelała. Szukałam go w sklepach, bo jakos wyszedł z mody i w końcu znalazłam. Teraz już zawsze u mnie będzie.
W kolejności zamieszczam : poinsecje, złocisty i białobrzegi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























